środa, 30 marca 2016

Rozdział 13

          Na wróżbiarstwie usiadłam w pierwszym rzędzie, dwa stoliki od Harry'ego. Usłyszałam zbliżające się kroki. Draco usiadł na pufę obok. Chwilę później do sali weszła nauczycielka, profesor Trelawney. Kobieta opowiedziała nam o przedmiocie po czym rozdała nam filiżanki z herbatą. Szybko je wypiliśmy i zamieniliśmy się kubkami. Spojrzałam w naczynie smoka i powiedziałam:
  -Widzę słońce, więc będziesz... szczęśliwy. A ty co widzisz?
  -Zdecydowanie nie jestem stworzony do przepowiadania przyszłości.-powiedział.-Mogłaby mi pani pomóc?
          Sybilla zajrzała do filiżanki i powiedziała:
  -Czaszka.
          Draco zajrzał do książki i uśmiech zniknął mu z twarzy.
  -Czaszka oznacza niebezpieczeństwo na twojej drodze.-powiedział.
* * *
          Szłam korytarzem wracając z transmutacji kiedy podbiegł do mnie Harry.
  -Widziałaś gazetę?-spytał.
  -Nie. Co się stało?
  -Syriusz uciekł z Azkabanu! Wprawdzie wszyscy go szukają, ale jest wolny!
  -Harry, to wspaniale!-przytuliłam go.-Mam tylko nadzieję, że go nie złapią. (PS: Harry nadal nie akceptuje mojego związku z Draco, ale pogodziliśmy się.)
* * *
          Po kolejnej lekcji wybraliśmy się na błonia. Mieliśmy tam ONMS Zatrzymaliśmy się przed chatką Hagrida. Staliśmy tak chwilę póki gajowy nie wyszedł z chatki. Zaprowadził nas na obrzeża Zakazanego Lasu, gdzie znajdował się padok. 
  -Teraz pootwirajcie książki na stronie czterdziestej.-zaczął Hagrid.
  -Jak?-spytał Harry.
  -Pogłaszczcie ją po grzbiecie.
          Otworzyłam książkę na podanej stronie i obserwowałam Hagrida stojąc na przodzie grupy.
  -Tam tara dam.-rozpoczął nauczyciel, a naszym głową ukazało się niesamowite stworzenie.-Prawda, że jest cudny? Przywitajcie się z Hardodziobem.
  -Hagrid, co to niby jest?-spytał Ron.
  -To, Ron jest Hipogryf. Ale musicie wiedzieć, że są to bardzo honorne stworzenia i nie radzę ich obrażać. No chyba, że życie wam niemiłe.-ostrzegł nas profesor.-No to kto chce się z nim przywitać?
          Zapadła cisza jednak przerwałam ją mówiąc:
  -To może ja?
  -Świetnie Nel, świetnie.-powiedział.-Chodź. To on musi zrobić pierwszy krok. Tylko spokojnie.
          Powoli podeszłam do hipogryfa, a Hagrid mówił dalej:
  -Grzecznie się ukłoń, zobacz czy ci się odkłoni. Jeśli tak. możesz go dotknąć, jeśli nie to trzeba szybko zwiewać. Dobra, ukłoń się.-ukłoniłam się bardzo nisko i czekałam na reakcję Hardodzioba. Poruszył skrzydłami w niebezpiecznym geście, ale nie ruszyłam się z miejsca. W końcu zwinął skrzydła i odkłonił mi się.-Dobra robota Nel, świetnie.-zaśmiał się gajowy rzucając stworzeniu martwą fretkę. Wyprostowałam się wypuszczając powietrze. Spojrzałam na gajowego gdy ten powiedział, że mogę pogłaskać zwierzę. Powoli podeszłam do Hardodzioba wyciągając rękę. Dziobek podłożył głowę pod moją dłoń i pozwolił się pogłaskać.  Wszyscy zaczęli bić brawo i wtedy nauczyciel zrobił coś czego się kompletnie nie spodziewałam.-Chyba pozwoli żebyś go dosiadła.-powiedział.
  -Co?-zdążyłam tylko spytać bo pół olbrzym złapał mnie pod pachy i posadził na hipogryfie.
  -Nogi pod skrzydła.-dodał tylko i dał Hardodziobowi sygnał do odlotu.
          Wzbiliśmy się w powietrze. Kiedy lecieliśmy nad lasem trzymałam się Dziobka, jednak gdy wlecieliśmy nad zamek i wodę rozłożyłam ręce do boku. Czułam wiatr we włosach, zawsze uwielbiałam latać. Niestety w końcu musieliśmy wylądować. Gdy znalazłam się na ziemi wszyscy znowu bili brawo. Zaraz po mnie spróbowali inni. W końcu nadeszła pora na Draco, jednak coś poszło nie tak. Zwierzę rzuciło się na chłopaka. Błysnęły ostre pazury. Usłyszałam okrzyk zaskoczenia swojego chłopaka, który leżał teraz na ziemi, a z ramienia tryskała krew. Nie minęła chwila, a ja już byłam przy nim. Profesor podszedł do niego i zaniósł do skrzydła szpitalnego. Byłam zdezorientowana. W głębi serca czułam, że zachowanie Dracona przysporzy mu wielu łopotów.
* * *
          Siedzieliśmy w Wielkiej  Sali, Draco dopiero wczoraj wrócił na zajęcia. Wyjaśnił mi, że nie chce być wredny i zachowywać się tak, jak czasami się zachowuje. Powiedział tylko, że nie ma innego wyboru, bo tego właśnie oczekuje od niego ojciec. Rozumiałam to.
          W pewnym momencie Seamus wbiegł do pomieszczenia z gazetą w ręku i krzyczał:
  -Widzieli go!
  -Kogo?-spytał Ron. 
  -Syriusza Black'a!-na te słowa wstałam od stołu i przepchnęłam się przez gryfonów, aby stanąć jak najbliżej gazety i brata. 
  -Gdzie?-spytałam.
  -Niedaleko Hogsmeade.-przeczytała Hermiona.
  -Myślicie, że przyjdzie do Hogwartu?-spytał Seamus.
  -Pewnie tak.-odpowiedział Neville.
  -Oni nie wiedzą tego co my.-powiedziałam do Harry'ego w myślach.
  -I na razie się nie dowiedzą. Póki co nie możemy nic zrobić.
          Uniosłam głowę i wróciłam do stołu Slytherinu.
* * *
           W końcu nadeszła długo wyczekiwana przez wszystkich lekcja Obrony Przed Czarną Magią, której miał nauczać nowy nauczyciel- profesor Remus Lupin. Staliśmy przed szafą.
  -Ciekawe prawda?-zaczął profesor.-Czy ktoś z was już może wie, co się kryje w szafie?
  -To na pewno jest bogin.-powiedział Dean.
  -Bardzo dobrze panie Thomas. A teraz może ktoś powie jak wygląda.
  -Nie wiadomo.-zaczęła Hermiona.
  -Skąd ona się tutaj wzięła?-przerwał jej Ron, ale dziewczyna kontynuowała.
  -Bogin to jest widmo, przybiera postać tego, czego ktoś w danej chwili się boi. Dlatego jest taki...
  -Taki przerażający.-dokończył za nią Lupin.-Na szczęście istnieje bardzo proste zaklęcie, obezwładniające bogina. Przećwiczmy je razem, bez różdżek na razie. Słuchajcie: Riddiculus.
  -Riddiculus.-powtórzyliśmy.
  -Doskonale.-pochwalił nas nauczyciel.-Zakończyliśmy Łatwiejszą część, bogina tak naprawdę może pokonać tylko śmiech. Musicie sobie tylko wyobrazić kształt, który według was jest zabawny na przykład, Neville, możesz tu do mnie podejść? No chodź, nie wstydź się.-zachęcał ucznia profesor.-Słuchaj, Neville co cię najbardziej przeraża?
  -Profesor Snape.-wyjąkał gryfon.
  -Taaak... Nie tylko ciebie. O ile wiem mieszkasz z babcią?
  -Tak, ale nie chcę żeby bogin się w nią zamienił.-zaśmialiśmy się.
  -Spokojnie.-mówił Lupin.-Nie zmieni się. Jej ubrania nas interesują, a teraz skup się i przypomnij sobie co nosi.
  -Ma czerwoną torebkę.-zaczął wymieniać chłopiec, jednak czarodziej mu przerwał.
  -Nie mów tego głośno. Jeśli ty to zobaczysz, my też. Kiedy otworze te szafę zrobisz dokładnie tak.-nauczyciel szepnął chłopakowi coś na ucho i otworzył szafę.
          Wyszedł z niej profesor Snape. Gryfon wypowiedział zaklęcie i chwilę później nauczyciel eliksirów stał ubrany w zieloną marynarkę i spódnicę oraz kapelusz zrobiony z fretek, a może to były łasice albo lisy. Mniejsza z tym. Wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać, a pedagog pochwalił chłopaka. Po czym powiedział, że mamy ustawić się w kolejce i puścił muzykę.
          Pierwszy był Ron. Bogin przybrał postać ogromnego pająka.
  -Riddiculus!-krzyknął rudzielec i na nogach stwora pojawiły się wrotki przez co zaczęły rozjeżdżać się na wszystkie strony.
  -Świetnie!-wykrzyknął Remus.-Bardzo dobrze! Następny!
          Po nim była dziewczyna z Gryffindoru, której imienia nigdy nie mogła zapamiętać i wreszcie ja. Stanęłam przed pozytywką, którą obecnie był bogin i obserwowałam jak się zmienia. Nie wiedziałam czego tak naprawdę najbardziej się boję więc mogłam spodziewać się wszystkiego. Włączyłam szybkie myślenie. Widmo zawirowało i moim oczom nie ukazała się jedna postać lecz dwie. Właściwie odgrywała się przede mną scenka. Harry i Draco leżeli w trumnach, martwi. Stałam bez ruchu, sparaliżowana strachem. Miałam wrażenie, że to dzieje się naprawdę. Wszyscy podeszli do przodu ciekawi co znajduje się w skrzyniach. Kątem oka dostrzegłam jak Lavender zatyka usta dłonią. Zobaczyłam jak ktoś staje przede mną, aby bogin zamienił się w coś innego. To był Harry, ale on też nie miał dużo szczęścia. Jego strachem okazał się dementor. dokładnie taki jak ten, który zaatakował go w pociągu. Mój brat już miał wyciągnąć różdżkę, ale profesor Lupin odgrodził go od stwora i wypowiedział zaklęcie, które pełnię księżyca zamieniło w balonik. Wpędził go do szafy i powiedział:
  -Dobrze. Na dzisiaj koniec. Nel wszystko w porządku?-zwrócił się do mnie.
  -Chyba tak.-pokiwałam głową przełykając ślinę.-To może ja już pójdę.-powiedziałam kierując się w stronę drzwi, jednak przed oczami cały czas miałam obraz jaki przedstawiła mi moja własna podświadomość.

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 12

          Byliśmy już na peronie 9 i 3/4. Czułam na sobie ciekawski wzrok czarodziejów. Przewidywałam, że wszyscy już wiedzą co się stało. Wsiedliśmy do pustego przedziału i pociąg ruszył. Próbowałam zacząć rozmowę. Nie udawało mi się to więc zaczęłam czytać książkę. Po upływie około dwóch godzin przez uchylone drzwi wleciał papierowy ptaszek, który wylądował mi na kolanach. Rozwinęłam go i przeczytałam jego treść:

Spotkajmy się dwa przedziały za wagonem Slytherinu.

Draco

           Chłopcy spali, więc skorzystałam z okazji i ruszyłam w stronę wagonu ślizgonów. Minęłam go po drodze witając się ze znajomymi i weszłam do drugiego przedziału. Jako jedyny siedział tam Draco. Uśmiechnął się na mój widok. Zamknęłam drzwi i usiadłam obok niego.
  -Stęskniłam się za tobą .-powiedziałam całując go w usta.
  -Ja za tobą też. Posłuchaj... Tak mi przykro...no wiesz... z powodu twoich rodziców.
  -Draco ja... ja nie chcę o tym rozmawiać.
  -Rozumiem. Nie będziemy. Chcę tylko żebyś wiedziała, że zawsze możesz na mnie polegać.
  -Dziękuję.-powiedziałam przytulając .go.-Za to, że jesteś.
  -A tak poza tym ktoś tu miał urodziny.-powiedział. wyciągając zza pleców czerwone pudełeczko.
  -O jezu. zupełnie zapomniałam. Ta sprawa z rodzicami.
  -Ale ja pamiętałem.-wręczył mi pudełeczko. Otworzyłam je, a moim oczom ukazała się srebrna bransoletka z zawieszkami w kształcie węży i serca z wyrytym "N+D"
  -Jest piękna.-powiedziałam z zachwytem i zbliżyłam się do chłopaka. Złączyliśmy się w długim pocałunku.
  -Będzie pasowała do naszyjnika. Widzę, że go także założyłaś.
  -Wogóle go nie zdejmuję.-wyznałam kładąc się na siedzeniu z głową na kolanach chłopaka.-Tylko trochę mi głupio. Dałam ci na urodziny tylko pastele i nowy szkicownik, a ty obdarowujesz mnie takimi drogimi prezentami.
  -Nie przejmuj się tym. Liczy się pamięć, nie prezent.
          Zaczęliśmy rozmawiać. Pomimo niezbyt przyjemnych wakacji nie kończyły nam się tematy do rozmów. Nagle pociąg gwałtownie się zatrzymał.Spojrzałam na Malfoy'a mówiąc:
  -Trochę za wcześnie na Hogwart.-po czym wyjrzałam przez okno.
          Szyby zaczęły zamarzać. Nasze oddechy powoli zamieniały się w parę. Draco, widząc, że mi zimno ściągnął swoją bejsbolówkę (swoją drogą pierwszy raz widziałam, żeby miał na sobie bejsbolówkę) i narzuciła mi ją na ramiona. Wiedziałam, że teraz to on zmarznie, a.e nie protestowałam. Siedzieliśmy tak, a pociągiem zabujało.
  -Ktoś wsiadł.-powiedział chłopak.
  -W środku drogi?-spytałam chociaż wiedziałam, że miał rację.
          Słyszeliśmy głuche kroki na korytarzu. Nagle drzwi naszego przedziału otworzyły się powoli. Na ich framudze zacisnęła się oślizgła ręka kościotrupa. Postać, która nam się ukazała miała twarz zakrytą kapturem. Zbliżyła się do mnie. Nagle cały świat zawirował, poczułam jakby wypływały ze mnie wszystkie emocje. Draco stanął między mną a zakapturzonym. Wtedy to odczucie zniknęło pozostawiając po sobie jedynie lekki ból głowy. Było mi tak dobrze, że resztę drogi przespałam w ramionach ukochanego.
* * *
          Leżałam w łóżku w swoim dormitorium W tym roku 1 września przypadał na piątek, więc mieliśmy dwa dni wolnego. Nagle poczułam chłód w nogach. Niechętnie i powoli otworzyłam oko szukając powodu doskwierającego mi zimna. Zobaczyłam, że moja kołdra leży na podłodze, a w nogach siedzi Draco.
  -Cześć piękna.-powiedział szarmancko.
  -Oddaj mi kołdrę.-mruknęłam zwijając się w kłębek, jednak chłopak zamiast zrobić to o co go prosiłam postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Przysunął się bliżej i położył obok mnie. Zaczął jeździć mi palcami po plecach.
  -Wstawaj. Bo wrzucę cię do wanny z wodą.-powiedział, a ja tylko odwróciłam się na drugi bok. wtedy poczułam jak ktoś podnosi mnie z łóżka. Momentalnie zerwałam się na nogi, nie chciałam żeby znów mnie oblał.
  -Ubieraj się.-powiedział.-masz dziesięć minut do śniadania.
  -W takim razie czy szanowny pan raczył by wyjść?-spytałam uroczo.
  -Czekam w pokoju wspólnym.-powiedział i wyszedł.
          Podeszłam do szafy. Nie zastanawiając się wybrałam czarne legginsy, białą bluzkę, a na to szarą bluzę mojego chłopaka. Pachniała jego perfumami. Po prostu kocham ten zapach. Szybko się wyszykowałam i niecałe siedem minut później byliśmy już w Wielkiej Sali. Kiedy staliśmy przy drzwiach wejściowych (od strony jadalni) podszedł do nas Harry.
  -Dlaczego masz na sobie jego bluzę?-spytał z wyrzutem.
  -Żadnego - "Hej siostrzyczko, jak się czujesz?"
  -Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.-spojrzał na nasze złączone dłonie.-Dlaczego trzymacie się za ręce?!-powiedział to tak, że słyszało to co najmniej  pół sali. Draco chciał puścić moją rękę, ale ja tylko wzmocniłam uścisk.
  -Chwila!-wykrzyknął wybraniec.-Czyli to prawda!?
          Spojrzałam Draconowi w oczy po czym z powrotem odwróciłam się do brata mówiąc na tyle głośno, żeby wszyscy dookoła nas to słyszeli:
  -Tak, jesteśmy parą.-na potwierdzenie tych słów odwróciłam się do zdziwionego ślizgona i pocałowała go w usta, odwzajemnił to. Kiedy skończyliśmy powiedziałam do gryfona tylko:
  -Mogę spotykać się z kim chcę, a ty go nawet nie znasz.-po czym wraz z blondynem udaliśmy się do stołu Slytherinu.
          Siadając rozejrzałam się po pomieszczeniu. W sumie większość osób z poza naszego domu była zszokowana nie wiadomo czym.  
  -No, no.-odezwał się Blaise.-Myślałem, że nigdy mu nie powiecie.
  -Nadszedł czas.-powiedziałam i zwróciłam się do blondyna.-Nie wściekasz się, że nie przedyskutowała tego z tobą?
  -Czemu miałbym być zły? Tylko na to czekałem.-uśmiechnął się otaczając mnie ramieniem i przyciągając do siebie.
  -Tak wogóle ładna bluza.-powiedział Blaise przeżuwając tosta.
  -Doskonale Ci w moich ciuchach.-powiedział Draco i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. 
          W końcu odezwał się Zabini:
  -Muszę wam kogoś przedstawić.-przywołał jakąś dziewczynkę.-Przedstawiam wam moją młodszą siostrę-Lilian Zabini.-przyciągnął do siebie dziewczynkę, która była jego zupełnym przeciwieństwem. Jasnowłosa, teraz już ślizgonka o jasne cerze. Tylko oczy miała takie jak brat.
  -Cześć.-przywitałam ją wyciągając rękę.-jestem Nel Potter, a Draco powinnaś już chyba znać.
  -Cześć.-powiedziała ukazując swoje śnieżnobiałe ząbki.-Miło cię poznać i tak, Draco już znam.

          po obiedzie urządziliśmy sobie z Draconem spacer po błoniach. Szliśmy brzegiem jeziora.
  -Żartujesz sobie.
  -Mówię prawdę.-powiedziałam śmiejąc się.
          W pewnym momencie chłopak chwycił mnie w pasie podnosząc do góry. Zaczął nieść mnie w stronę wody.
  -Draco nie!-próbowałam mu się wyrwać, ale na nic.
          Blondyn wszedł do jeziora po kostki i wrzucił mnie na głęboką wodę. Była cała mokra i siedziałam w wodzie sięgającej mi do ramion. "Zemszczę się"-pomyślałam.
  -Ała! Moja noga!-krzyknęłam tak głośno, aby na pewno usłyszał.
          Złapałam się za nogę i rozbawienie zniknęło z jego twarzy zastąpione troską i zdezorientowaniem. Od razu do mnie podbiegł, a kiedy nachylił się żeby pomóc mi wstać chwyciłam go za rękę i krzyknęłam:
  -Mam cię!-chłopak nie zdążył zareagować  i chwilę później siedział obok mnie cały przemoczony.
  -Dobrze młoda!-spojrzałam na ląd. Bliźniacy stali wystawiając kciuki w górę. Podejrzewam, że widzieli całe zajście. Ślizgon jednak nie zawracał sobie nimi głowy. Zaczął mnie chlapać, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Bawiliśmy się z dobre pięć minut. Nagle potknęłam się o kamień. jeszcze chwila i zaryłabym o podłoże, ale nastolatek złapał mnie w ostatniej chwili. Obrócił mnie twarzą do swojej. Staliśy chwilę w pozycji prosto z filmu.
  -Buzi! Buzi!-usłyszeliśmy zawodzenie Freda i George'a. 
          Draco poprawił jedną ręką włosy. Uwielbiałam to ułożenie jego włosów, potargane tak jak u mojego brata. Cały czas skapywała z nich woda, z moich zresztą też. Spojrzałam prosto w te jego śliczne, platynowo-szare oczy. Najpiękniejsze na świecie.
  -Damy tym dzieciakom to czego chcą?-spytał blondyn.
  -A ty czego chcesz?
  -Tego.-odpowiedział przyciągając mnie do siebie i całując. Zamknęłam oczy i odwzajemniłam pocałunek. Już drugi raz dzisiaj. Szalejemy.
  -Ooooo!-zaczęli wykrzykiwać rudzielcy.-Lepiej, żeby Harry tego nie widział!-krzyknął Fred na pożegnanie.
  -Chyba zostaliśmy najgorętszą parą Hogwartu.-rzekł smok. 
  -W dodatku znaleźliśmy nowe ulubione miejsce powiedziałam uśmiechając się.

=^^= =^^= =^^= =^^= =^^=

          Po skończonym posiłku udałem się do dormitorium. Byłem wściekły.
  -Harry! Uspokój się!-mówił Ron.
  -Pocałowali się i to przy wszystkich, a ja mam nie być zły!?-krzyczałem.
  -Już wcześniej to robili, przecież wiedzieliśmy, że są parą.-rudzielec tłumaczył moja siostrę. Zatrzymałem się.
  -Wiem.-spuściłem z tonu.-Ale miałem nadzieję, że po śmierci rodziców z nim zerwie.
          Hermiona złapała mnie za ramię i odwróciła przodem do siebie.
  -Harry.-zaczęła spokojnie.-Nel jest twoją siostrą, to jasne, że się o nią martwisz, ale jeżeli bycie z Malfoy'em ją uszczęśliwia i pomaga znieść waszą trudną sytuację-to powinieneś to zaakceptować.
  -Wszyscy tylko nie Malfoy. On nie jest dla niej odpowiedni.-powiedziałem.
  -A skąd wiesz kto jest?-dołączył się Ron. Westchnąłem.
  -To Malfoy. Wiecie jaki on jest. Jeszcze się na nim przejedzie, zobaczycie.-odpowiedziałem i ruszyłem w stronę wieży Gryffindoru.

=^^= =^^= =^^= =^^= =^^=

          Po kolacji podbiegła do mnie Amanda.
  -Jak długo to trwa? Czemu ja o niczym nie wiem?-zaczęła zasypywać mnie lawiną pytań.
  -Czekaj, czekaj. O czym nie wiesz?-spytałam.
  -O tym, że chodzisz z Malfoy'em.
  -Miałam Ci powiedzieć na wakacje, ale wiesz jak wyszło. Wiem. Zróbmy sobie babski wieczór, u mnie, dzisiaj. Wtedy wszystko Ci opowiem.-obiecałam.
  -Fantastycznie.-dziewczyna aż podskoczyła z radości. W sumie ja też się cieszyłam..
  -Za 20 minut u mnie. Hasło to Czysta Krew.-skwitowałam przytulając przyjaciółkę.

"Godzinę później w moim pokoju."
  -Śnieg i błonia, jakie to romantyczne.-powiedziała Amanda łapiąc się teatralnie za serce.-I nienawiść rodzin. Romeo i Julia w prawdziwym życiu.-uśmiechnęła się szeroko
  -Dobra, to teraz moja kolej.-rzuciłam przewracając się na brzuch.-Mów kto ci się podoba.-powiedziałam teatralnym głosem.
  -Nieee..
  -No mów.-zaczęłam dźgać ją palcem w brzuch i zawodzić jak małe dziecko.-Powiedz, powiedz, no móww.
  -No dobra.-poddała się opierając plecy o fotel.-Blaise Zabini.-powiedziała cicho.
  -Blaise!? Blaise, o którym myślę? Mój przyjaciel Blaise?-pokiwała głową, a ja ją przytuliłam.-Już myślałam, że wybierzesz któregoś z tych przemądrzałych krukonów. Bez obrazy.-w mojej głowie narodził się genialny plan..-Zaraz wracam.-powiedziałam i wyszłam.
          Nie przeszkadzało mi to, że idę w samej piżamie. Skierowałam się prosto do pokoju chłopców. Weszłam tam bez pukania. Ślizgoni siedzieli na podłodze i grali w karty. Muszę tutaj dodać, że w tym roku mieli dormitorium tylko we dwoje. bez zbędnych ceregieli zaczęłam mówić:
  -Kojarzycie tą moją przyjaciółkę, o której kiedyś wam opowiadałam? Krukonkę?
  -Tak sobie.-powiedział Draco, za to Blaise powiedział:
  -Amandę? Tak, a co?
  -Nie uwierzysz.-powiedziałam przysiadając się do nich.-Podobasz jej się!
          Blondyn klepnął przyjaciela w ramię mówiąc:
  -Gratulacje stary! A ty bałeś się do niej zagadać.
  -Zagadać? Ale po co?-spytałam, a Malfoy popatrzył na mnie unosząc brwi. Zakryłam usta dłonią.
  -O matko! Ona też ci się podoba! Zaraz jej to powiem!
  -Nie!-krzyknął Zabini, ale ja już byłam za drzwiami biegnąc w stronę pokoju, w którym zostawiłam Amandę. Wbiegłam i powiedziałam:
  -Podobasz się Zabiniemu.

Notka od autorki
No i mamy 12 rozdział! Mam nadzieję, że się wam podoba.
PS: Z góry przepraszam za końcówkę, bo zupełnie nie wiedziałam jak ją sklecić.
 ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA. 

środa, 23 marca 2016

Rozdział 11

          Obudziłam się rano. Przynajmniej tak mi się wydawało. Spojrzałam na zegarek. Była godzina dwunasta. Słońce świeciło ogrzewając cały pokój. Była to cudowna pogoda na rozpoczęcie wakacji. Z powrotem zamknęłam oczy lecz śpiew ptaków nie pozwalał mi ponownie zasnąć. Powoli zwlekłam się z łóżka. Weszłam do kuchni. Myślałam, że zdążę na rodzinne śniadanie. No właśnie. Myślałam. Weszłam do kuchni gdzie zastałam tylko puste krzesła. Zupełnie zapomniałam, że wszyscy oprócz mnie byli rannymi ptaszkami. Na stole leżał talerz z naleśnikami. Były jeszcze ciepłe, widocznie mama zrobiła je przed chwilą. Zjedzenie posiłku zajęło mi kolejne pół godziny. Później wróciłam do pokoju, żeby się ubrać. Narzuciłam na siebie krótkie spodenki i turkusową, luźną koszulkę na ramiączka, a włosy związałam w wysoki kucyk. Zupełnie nie wiedziałam co dzisiaj robić, więc postanowiłam spróbować wszystkiego po trochu.
          Najpierw napisałam list do swojego chłopaka. Podpisałam się "N", w razie gdyby jego ojciec postanowił przejrzeć korespondencję syna. Wręczyłam list Verenie i obserwowałam jak czarna kropka znika z mojego pola widzenia. Kiedy już jej nie było postanowiłam wyjść na dwór. Minęłam ojca z Harrym grających w Quidditcha i udałam się do domu mojej przyjaciółki Amandy. Jej mama jest mugolem więc zawsze mają w domu pełno mugolskich sprzętów. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi dziewczyna mówiąc:
  -Cześć.
  -Hejka.-odpowiedziałam.-Gotowa na rolki?
  -Jasne. Chodź, dam ci twoją parę.-weszłam za nią w głąb domu po drodze witając się z jej rodzicami. Nasze rodziny przyjaźniły się już bardzo długo. pewnie miałybyśmy razem dormitorium, gdybyśmy trafiły do jednego domu, ale Amanda trafiła do Ravenclaw'u.
          Jeździłyśmy po całej okolicy. Mama Amy nauczyła nas tego gdy miałyśmy po pięć lat, więc umiałyśmy jeździć już niemal perfekcyjnie. Skakałyśmy piruety podczas gdy niektórzy czarodzieje patrzyli na nas jak na uciekinierki z psychiatryka. Późnym popołudniem robiłyśmy z moją mamą ciasto mugolskim sposobem z przepisu, który dostałyśmy od Cate Grayson, matki Amandy. Zajęło nam to dość dużo czasu. Przyjaciółka śmiała się ze mnie kiedy próbowałam włączyć urządzenie zwane mikserem. Dodatkowo Harry cały czas podjadał nam składniki. Późnym wieczorem leżałam na łóżku czytając mugolskie czasopisma i słuchając muzyki.
          Nagle usłyszałam huk,a cały dom zatrząsł się jak galareta. Rzuciłam gazetę na łóżko i wybiegłam na korytarz. W pół drogi do schodów ktoś złapał mnie za mnie za brzuch i zakrył usta dłonią żebym nie krzyknęła. Obróciłam się i ujrzałam brata. Przyłożył palec do ust, a ja pokiwałam głową. Powoli zaczęliśmy schodzić po schodach. Na dole stała Bellatrix Lestrange mierząca różdżką w naszych rodziców. Czas zwolnił.
  -Nie!-krzyknęłam, ale nic więcej nie zdążyłam bo wybraniec złapał mnie w talii uniemożliwiając mi wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
  -Avada Kedavra!- krzyknęła Bellatrix, a zielony strumień wyleciał z jej różdżki prosto w naszych rodziców.
          Opadli na ziemię bez ruchu. Wyswobadzając się z uścisku brata wyciągnęłam różdżkę. Nie zdołałam nic zrobić bo śmierciożerczyni powiedziała tylko do Harry'ego:
  -Ty będziesz następny.
          Zaśmiała się szaleńczo, zamieniła się w czarny dym  i odleciała przez zburzoną ścianę. Popędziłam w stronę rodziców. Tata już nie oddychał, ale mama dokładała wszystkich starań, aby nam coś przekazać. chwyciłam ją za rękę starając się nie płakać. Chciałam, żeby wiedziała, że jestem silna.
  -Zawiadom Severusa... Chrońcie się... Z Harrym...-wydusiła po czym jej klatka piersiowa przestała się poruszać.
  -Mamo! Mamo!-zaczęłam płakać. Byłam silna zbyt długo.
          Harry zachował jednak zimną krew. Powiedział naszemu skrzatu domowemu, żeby zawiadomił o całym zdarzeniu Snape'a Dumbledora i Weasley'ów. Gdy skrzat zniknął brat próbował odciągnąć mnie od martwych ciął naszych rodziców. Nie dałam mu się, więc usiadł obok i przytulił mnie odciągając mój wzrok od bezwładnych ciał. Nie musieliśmy długo czekać na pomoc. Pierwszy pojawił się Snape.  Podbiegł do naszej matki i chwycił ją w ramiona. Do jego oczu napływało coraz więcej łez, jednak starał się nie uronić ani jednej. ja za to trzymałam każde z nich za rękę. Chwilę później w naszym domu pojawił się Dumbledore, a za nim państwo Weasley. Pani Weasley chwyciła mnie za ręce i cały czas powtarzała, żebym się uspokoiła, że wszystko będzie dobrze, nie wiedziałam jak może tak mówić. Przecież przed chwilą zginęli moi rodzice. Wiedziałam jednak, że histeria nic tu nie da. Wzięłam głęboki oddech, przełknęłam słone łzy i pozwoliłam by Molly nas deportowała.
          Kiedy dotarliśmy do Nory wszystkie dzieci Weasley'ów momentalnie zbiegły na dół. Gospodyni przytuliła mnie i Harry'ego. Łzy powoli przestawały płynąć mi z oczu. Potem przytuliłam się do brata. Wiedziałam, że on właśnie tego potrzebuje. Czułam na plecach ciekawski wzrok rudzielców.
  -Zabije ją.-powiedziałam półgłosem.-Przysięgam, że ją zabiję.
  -Kogo?-spytała Ginny. Ciekawe czy wiedzieli co się stało.
  -Bellatrix Lestrange.-powiedziałam chłodno. W tym momencie poprzysięgłam zemstę na tej kobiecie.
          Ginny nic więcej nie powiedziała, tylko podeszła i nas przytuliła. Patrzyłam stalowym wzrokiem w ścianę. Starałam się znowu nie rozpłakać. Czułam, że mama wierzyła, że damy sobie radę. Razem. Dziewczynka odprowadziła mnie do swojego pokoju, nie chciałam teraz zostać sama. Co chwilę pytała czy czegoś nie potrzebuję, byłam jej wdzięczna za troskę choć wiedziałam, że ona też nie była nigdy w takiej sytuacji.
  -Chciałabym tylko położyć się spać.-powiedziałam posyłając jej lekki, ale szczery uśmiech.
          Ułożyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Od czasu do czasu lekko drgałam. Wiedziałam, że to pozostałość po płaczu, ale Weasley'ówna odebrała to jako przejaw zimna bo dodatkowo okryła mnie kocem. Bolała mnie głowa więc szybko zapadłam w sen. Śnili mi się rodzice. Mówili, że wszystko będzie dobrze, dodawali mi otuchy, powtarzali, że muszę być silna, że muszę dbać o brata i stanąć u jego boku w ostatecznym starciu z Sami-wiecie-kim. Ten wspaniały obraz w jednej chwili zastąpiła scena mordu. Stałam i nic nie zrobiłam. Mogłam ich jeszcze uratować. Nic nie zrobiliśmy, ani ja ani Harry. Poczułam lekkie wstrząsy.
          Obudziłam się gwałtownie zaczerpując powietrza. Na plecach czułam kropelki potu. Rozejrzałam się po pokoju. Nade mną stali bliźniacy.
  -Wszystko w porządku?-spytał Fred.
  -Chyba tak.-odpowiedziałam powoli.-Co się stało?
  -Krzyczałaś przez sen.-wyjaśnił George.-Bardzo głośno.
  -Po prostu miałam koszmar. O sami wiecie czym.-powiedziałam zdając sobie sprawę z tego, że oni rzeczywiście wiedzą o co mi chodzi.
  -Masz to już za sobą...-zaczął George.
  -Będzie dobrze.-dokończył za niego Fred.- A teraz spróbuj zasnąć. W razie czego mamy pokój zaraz obok.-Uśmiechnęli się lekko i wyszli zostawiając mnie samą.
* * *
          Minął tydzień od zabójstwa rodziców. Opisali tą tragedię w gazetach. Wiedział już cały świat magii. Dzisiaj miał odbyć się pogrzeb. Ubrałam się w czarną sukienkę. Wszyscy napominali, żebym napisała mowę, ale zupełnie nie miałam do tego głowy. Wraz z Weasley'ami deportowaliśmy się do Doliny Godryka. Razem z bratem chcieliśmy aby to Dumbledore poprowadził ceremonię. W środku pogrzebu poprosił mnie na środek zaraz po Harrym. Przełknęłam ślinę i zaczęłam mówić:
  -Miałam przygotować mowę, ale postanowiłam powiedzieć coś z głębi serca.-popatrzyłam na Harry'ego, a on kiwnął lekko głową.-W ostatnich chwilach moja mama powiedziała, że wraz z bratem mamy chronić się nawzajem. Wtedy tak jak i teraz starałam się nie płakać. Powiedziałam sobie-"Jestem silna." Chciałam, aby moja mama zdawała sobie z tego sprawę. Wierzyła, że damy sobie radę, że będziemy razem na dobre i na złe. Jesteśmy tylko dziećmi. Dziećmi, które straciły rodziców zbyt wcześnie. Jednak nauczyli nas wielu rzeczy między innymi jak kochać i trwać przy swoim. Śnili mi się ostatnio. Mówili, że wszystko będzie dobrze. Czuję...-zrobiłam krótką przerwę.-Czuję, że to nie był zwykły sen. Jakby to byli naprawdę oni, a nie tylko wytwór mojej wyobraźni. I wierzę im. Wierzę, że czuwają nad nami, wiedząc, że dokonamy słusznych wyborów.-dokończyłam. Podeszłam do brata i mocno go przytuliłam.
* * *
         Siedziałam na łóżku w pokoju, w którym na razie mieszkałam. Wszyscy udali się na Pokątną, ale ja nie chciałam z nimi iść. W pewnym momencie w okno zapukała całkiem znana mi już sowa. Otworzyłam okno wpuszczając do środka sowę Dracona. Upuściła list na łóżko i skierowała się w drogę powrotną po drodze pijąc wodę ze spodka Vereny i chwytając w szpony herbatnika. Zamknęłam okno i chwyciłam do ręki nieskazitelnie białą kopertę. Z zewnątrz nie było nadawcy ani odbiorcy. Otworzyłam list rozkładając kartkę. List był następującej treści:

Droga N
Bardzo mi przykro z powodu śmierci twoich rodziców.
Szczere kondolencje ode mnie i mojej matki. 
Żałuję, że nie mogę być teraz przy tobie.
Jeszcze tydzień i się zobaczymy.
Kocham cię.
Na zawsze, Twój D.

          Uśmiechnęłam się lekko. Myśl, że o mnie pamięta dodawała mi otuchy. Nie miałam pojęcia co mam mu odpisać. Wiedziałam, że zrozumie. "Jeszcze tydzień."-pomyślałam.-"Bardzo długi tydzień."

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 10

            Siedziałem w pokoju wspólnym Slytherinu. Nel miała wrócić już jakiś czas temu, ale do tej pory jej nie było. Nie powinienem był puszczać jej samej, szczególnie kiedy po zamku grasuje bestia. Usłyszałem jak ktoś wchodzi. Obróciłem się z nadzieją, ale moim oczom ukazała się profesor McGonagall.
  -Panie Malfoy, pójdzie pan ze mną.
          Ruszyłem za nauczycielką w milczeniu. Błagałem w duchu, żeby ta sprawa jej nie dotyczyła. Weszliśmy do skrzydła szpitalnego. Wtedy ją zobaczyłem. Leżała wśród nieruchomych ciał ofiar ataków. Podszedłem do jej łóżka. W oku zakręciła mi się łza.  Zdziwiło mnie to, że bez problemu mogłem poruszać jej ręką.
  -Nie jest spetryfikowana.-stwierdziłem obracając się w stronę nauczycieli.-Ale martwa też nie.
  -Do jej organizmu dostał się jad Bazyliszka.-wyjaśnił wyraźnie zdenerwowany Snape.-Substancja, która zabija w ciągu kilku, może kilkunastu minut. Na razie jest śpiączce. Nie wiemy kiedy się obudzi.
  -Wyzdrowieje.-powiedział Dumbledore wchodząc do pomieszczenia.-Zdążyliśmy w ostatniej chwili, ale będzie żyła.
  -Mogę z nią zostać?-spytałem.
  -Na razie nie.- powiedział dyrektor.-Musi odpoczywać. Możesz odwiedzić ją jutro z samego rana.-skończył.
          Pokiwałem głową. Z nim nie wolno było dyskutować.
  -Chcieliśmy tylko, abyś wiedział co jej się stało.-dopowiedział.-Wiemy, że jesteście dla siebie bardzo ważni.
          Udałem się w stronę drzwi. Stanąłem przy nich(oczywiście od strony korytarza) i przysłuchiwałem się rozmowie nauczycieli.
  -Spokojnie Severusie, wyjdzie z tego.-powiedział Dumbledore.
  -A co jeśli nie?-spytał nauczyciel eliksirów.
  -Uda się przyjacielu. Musisz mieć nadzieję.
          Wyjrzałem zza ściany. Wyczułem w głosie Snape'a troskę, a to jak ściskał rękę dziewczyny tylko potwierdziło to, jak bardzo się o nią martwił. Udałem się do swojego pokoju. Blaise dopytywał się o przyjaciółkę, ale zbyłem go mówiąc, że dziewczyna się uczy. Nie miałem siły mu niczego opowiadać.
          Co chwila się budziłem, gdyż cały czas śniła mi się Nel. Żegnała się ze mną, a ja bezskutecznie próbowałem ją zatrzymać. O czwartej nad ranem obudziłem się zlany potem. Sięgnąłem pod łóżko. Wyjąłem szkicownik i zacząłem rysować. Chciałem ją uwiecznić. Zupełnie jakby zaraz miało jej nie być, jakby miała rozpłynąć się w powietrzu, albo była tylko wytworem mojej wyobraźni. Skupiałem się na każdym szczególe. Na jej błyszczących oczach, rumieńcach, które zawsze oblewały jej policzki i jednym niemalże białym pasemku w jej kruczoczarnych włosach. rysowałem do końca ciszy nocnej. Kiedy nastała szósta, błyskawicznie się ubrałem i wybiegłem z dormitorium. W pokoju wspólnym wpadłem na diabła.
  -Gdzie tak pędzisz?-spytał.
  -Wczoraj Nel się nie uczyła. Została zaatakowana. Później opowiem ci wszystko.-rzuciłem i pobiegłem dalej.
          Pędziłem tak szybko, że niecałe pięć minut później byłem już w skrzydle szpitalnym. Wbiegłem do pomieszczenia i moim oczom ukazał się profesor Snape, rozmawiający z Dumbledorem. Zupełnie jak wczoraj wieczorem.
  -Jest bardzo podobna do matki.-powiedział nauczyciel.
  -Masz rację Severusie. Tylko włosy i charakter ma po ojcu.-powiedział Dumbledore.-A teraz pozwólmy Draconowi z nią posiedzieć.-odwrócił się do mnie.-Chodź chłopcze.
          Podszedłem do nich. Spojrzałem na nauczyciela eliksirów. Wyglądał jakby spędził tu całą noc, podejrzewam, że tak było.
  -Możesz z nią zostać cały dzień.-powiedział Albus.-Jesteś dziś zwolniony z lekcji. Przyda jej się opieka najbliższych.
  -A Harry?-nie wierze, że spytałem o bliznowatego, ale to w końcu był jej brat.-Czemu go tu nie ma?
  -Harry ma na razie inne sprawy na głowie.-rzekł dyrektor.
  -Nic nie powinno być dla niego ważniejsze od siostry.-powiedziałem twardo.
          Wychodząc rzucił tylko krótkie: "Masz rację Draco" i już go nie było. Zostaliśmy sami. Usiadłem na łóżku obok jej nieprzytomnego ciała i zacząłem do niej  mówić. W głębi duszy czułem, że mnie słyszy.
  -Wie., że mnie słyszysz. Narysowałem coś. Myślę, że ci się spodoba. Zobaczysz kiedy się obudzisz.
          Siedziałem tak przez cały dzień. Wyszedłem tylko na obiad podczas, którego wyjaśniłem Blaise'owi to czego wcześniej mu nie powiedziałem. Rysowałem od dnia do nocy od czasu do czasu opowiadając jej o czymś, albo bawiąc się kosmykiem jej czarnych włosów. Chciałem być przy niej kiedy się obudzi. Wiedziałem, że to muszę być ja.
Dwa tygodnie później.
          
          Przychodziłem do niej codziennie. Harry dowiedział się o wypadku półtorej tygodnia wcześniej. Od tej pory siedzieliśmy przy niej na zmianę. Czasami odwiedzali ją Blaise, Ron i kilka innych osób. Czasami zostawałem z nią na noc. Tak było i dzisiaj. W końcu jednak odpłynąłem do krainy Morfeusza.
=^^= =^^= =^^= =^^= =^^=

          Powoli otworzyłam oczy. Czułam się jakbym wstawała z długiego snu. Próbowałam sobie przypomnieć co się wydarzyło. Pamiętałam tylko wieści o spetryfikowanej Hermionie i korytarz potem zupełna pustka. To było dobijające. Rozejrzałam się po pomieszczeniu na tyle, na ile pozwalał mi obolały kręgosłup. Nie byłam w swoim pokoju. Poczułam, że  ktoś trzyma mnie za rękę. ktoś leżał obok mnie. Powoli odwróciłam głowę. Tym kimś był Draco. Spał obok mnie nie puszczając mojej dłoni. Szkoda było go budzić, ale nawet nie musiałam tego robić. Gdy tylko poczuł,że się ruszam zerwał się na nogi. Nic nie powiedział tylko przytulił mnie z cały sił.
  -Myślałem, że nigdy się nie obudzisz.-powiedział, a gdy się odsunął dostrzegłam na policzku pojedyńczą łzę, którą zaraz wytarł.
  -Co się stało?-spytałam.- Wracałam od Harry'ego a potem... nic.
  -Zaatakował cię bazyliszek. Dumbledore i Snape uratowali cię w ostatniej chwili. Leżysz tu już dwa tygodnie.
          Nagle wszystko do mnie wróciło. Korytarz, głos, bazyliszek, Snape, ból Dumbledore i ciemność. 
  -Dwa tygodnie!? Co z Harrym!? -rozejrzałam się po sali.-Gdzie spetryfikowani?
  -Spokojnie.-chłopak usiadł obok mnie.-Harry był ranny, ale feniks uleczył go w porę. Ginny została porwana, ale twój brat ją ocalił pokonując przy tym bazyliszka, a Dumbledore wrócił do Hogwartu.-powiedział.-Później uleczyli spetryfikowanych. To wszystko.
  -To wiem. Słyszałam.
  -Co słyszałaś?
  -Wszystko. Rozmowy Snape'a i Dumbledora, panią Pomfrey, Harry'ego...-zawiesiłam się na chwilę.- I ciebie. Słyszałam każde słowo, ale nie mogłam na nie odpowiedzieć. Byłeś tu przez cały czas.
  -A jakże inaczej. Byłem tu kiedy tylko mogłem. Pomyślałem też,  że to może ci się spodobać.-powiedział biorąc z szafki nocnej szkicownik, który dostał ode mnie na gwiazdkę.-pewnie jeszcze trochę tu poleżysz więc będziesz miała co oglądać kiedy będziesz na lekcjach. W razie czego możesz też...
            Nie dokończył ponieważ chwyciłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go. Chlopak odwzajemnił pocałunek.
  -Kocham cię.-szepnęłam odsuwając się od niego.  
  -Ja ciebie też.
  -Po spotkaniu z Voldemortem.-powiedziałam.
  -Co po spotkaniu z nim?
  -To pasemko. To prawie białe. Zostało mi po spotkaniu z nim. Odpowiadam bo o to pytałeś. No wiesz kiedy była nieprzytomna.
        Nic nie odpowiedział bo do pomieszczenia wkroczył Dumbledore.
  -Panie Malfoy, miał mnie pan powiadomić od razu kiedy panienka Potter się obudzi.-powiedział dyrektor.
  -Już miałem po pana iść dyrektorze.-powiedział Draco z głupim uśmieszkiem na twarzy.
  -Dobrze, a teraz zmykaj na lekcje i przy okazji powiadom go, że się obudziła.-chłopak pokiwał głową, pożegnał się ze mną mówiąc, że przyjdzie później. Kiedy wyszedł czarodziej zwrócił się do mnie.-I znów spotykamy się w tym samym miejscu.
  -Historia lubi się powtarzać.-odpowiedziałam uśmiechając się.
  -Zapewne Draco opowiedział Ci o wszystkim co się wydarzyło.
  -Tak, wszystko mi wytłumaczył.
  -Powiedz mi dziecko.-zaczął Dumbledore.- Jak natknęłaś się na bazyliszka?-wiedziałam, że powinnam odpowiedzieć szczerze.
  -Wracałam od Harry'ego. Opowiedział mi o Hermionie. Kiedy szłam korytarzem znowu usłyszałam ten głos. Wtedy zobaczyłam potwora. To wszystko.
  -Jaki głos?
  -Ten sam, który słyszałam podczas kary u profesora Lockharta.-wyjaśniłam i mówiłam dalej.-Kiedy wracałam od brata zaczęłam to wszystko analizować. Na zajęciach klubu pojedynków Pansy wyczarowała węża, a ja potrafiłam z nim rozmawiać, więc kiedy okazało się, że bazyliszek to wielki wąż pomyślałam sobie...-zrobiłam krótką przerwę.-że to jego słyszałam przez ten cały czas.
  -Umiesz rozmawiać z wężami, a dlaczego, ponieważ Lord Voldemort z nimi rozmawiał,-powiedział staruszek.-Tak mi się wydaje Nel, że oddał ci część swoich umiejętności, kiedy zostawił ci ten znak.
  -Voldemort oddał część swoich zdolności mnie?-spytałam z niedowierzaniem.-To by wyjaśniało to co mówiła tiara kiedy przydzielała mnie do Slytherinu.
  -Ehe. Niezamierzenie, ale tak.
  -Ale co z Harrym. Przecież on też ma bliznę.
  -Przypomnij sobie tamten dzień. W kogo trafiło zaklęcie?
  -We mnie.
  -No widzisz. Chciałaś ratować brata. mogłaś zginąć, ale twoja odwaga uratowała wam życie. Nawet jako małe dziecko wiedziałaś na co się szykujesz. Bo widzisz. To nie nasze umiejętności świadczą o nas, lecz dojrzałe decyzje.-powiedział dyrektor.-A teraz odpocznij. Musisz nabrać sił.-dodał i wyszedł zostawiając mnie z tym wszystkim samą.
* * *
          Siedzieliśmy w Wielkiej Sali. Wypuścili mnie przed chwilą, więc od razu poszłam na kolację. Dwa dni temu Harry opowiedział mi dokładnie o tym jak zabrali Hagrida do Azkabanu i o wydarzeniach z Komnaty Tajemnic. Cieszyłam się, że sprawa została rozwiązana i że szkoła nie została zamknięta. Przełykałam właśnie herbatę (eliksiry szpitalne nie smakują jak prawdziwe, dobre jedzenie), kiedy drzwi do sali otworzyły się. Do środka wszedł Hagrid.
  -Przepraszam za spóźnienie, ale sowa, która niosła zwolnienie zgubiła drogę.-powiedział, a Ron zrobił skrzywioną minę, na wiadomość o swojej sowie. Pół-olbrzym podszedł do Golden Trio.-Dziękuję. Gdyby nie wy ciągle siedziałbym sami wiecie gdzie.
          Harry przytulił Hagrida. Dyrektor wstał i zaczął klaskać. Poszłam w jego ślady. Kątem oka spojrzałam na Dracona. Nie wstał, gdyż nie życzyłby sobie tego jego ojciec. Siedział tylko z kamienną twarzą. Wiedziałam jednak, że tak na prawdę chciałby klaskać wraz ze mną.

środa, 16 marca 2016

Rozdział 9

          Popatrzeliśmy po sobie z Harrym. Doszły nas odgłosy kroków. W drugim korytarzu dostrzegliśmy biegnących nauczycieli. Profesor McGonagall, Snape i Dumbledore stanęli jak wryci. Za nimi stał Filch.
  -Pani Norris.-powiedział płaczliwym głosem.-Które z was to zrobiło?!
  -Żadne z nas.-odpowiedziałam.
  -Spokojnie. Musimy to jak najszybciej zmyć. A wy pójdziecie ze mną.-powiedział dyrektor.
          Ruszyliśmy za nim ze spuszczonymi głowami. Przed oczami ciągle miałam obraz napisu na ścianie. Weszliśmy po schodach prowadzących do gabinetu dyrektora. Usiedliśmy na krzesłach przed jego biurkiem i czekaliśmy na kazanie.
  -Więc. Co się stało?-spytał łagodnie. Wybraniec kiwnął lekko głową. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
  -Odbywaliśmy karę u profesora Lockharta, kiedy nagle zaczęłam słyszeć głos. Miałam wrażenie, że wzywa mnie do siebie, więc poszłam za nim i tak natrafiliśmy na ten napis.
  -Jak brzmiał ten głos?-spytał wyraźnie zaniepokojony.-Co mówił?
  -Był lodowato jadowity. Powiedział: "Chodź...Chodź do mnie... Znajdę cię... Zabije go..."
          Oboje szeroko otworzyli oczy. Zapatrzyłam się w czubki butów, które w tym momencie wydawały się bardzo interesujące.
  -Nie ma się czego obawiać.-powiedział spokojnie Dumbledore.-Tutaj jesteście bezpieczni. A teraz wracajcie do swoich dormitoriów.
          Rozdzieliliśmy się przy schodach. Wpadłam do swojego pokoju jak burza. To była bardzo niespokojna noc.
* * *
          Minęły dwa tygodnie. W ciągu nich doszło do kolejnego ataku, więc nauczyciele postanowili założyć klub pojedynków. Zaciągnęłam na nie Dracona, który wolałby odpoczywać w dormitorium. staliśmy teraz tuż przy podwyższeniu.
  -Nie mów, że ten pajac będzie nas uczył.-mruknęłam na widok jasnowłosego nauczyciela.
  -Ciekawe kiedy przyjdzie czas na praktykę.-szepnął do mnie Draco obserwując pojedynek Snape'a i Lockharta.
          Zanim zdążyłam mu odpowiedzieć, bo usłyszeliśmy donośny głos nauczyciela eliksirów. Mężczyzna kazał nam ustawić się parami. Kiedy spojrzał na mnie automatycznie przysunęłam się do przyjaciela. Snape pokręcił jednak głową.
  -Nie, nie, nie. Pan Malfoy może z panem Potter'em, a pani Potter może z panią Parkinson.
          Chcąc nie chcąc ustawiliśmy się w określonych parach. Obrzuciłam ślizgonke nienawistnym spojrzeniem. Stanęłam na przeciwko Pansy. Wyciągnęłam różdżkę i uśmiechnęłam się chytrze.
  -3...2...1-zaczęłyśmy walczyć.
          Pansy machnęła różdżką, ale byłam szybsza i błyskawicznie odbiłam jej zaklęcie.
  -Serpensortia!-krzyknęła dziewczyna, a z jej różdżki wyleciał olbrzymi , czarny wąż.
  -Nie ruszać się.-powiedział Lockhart.-Ja się tym zajmę.
          Poczułam dziwne uczucie w żołądku. Czułam się jakbym była w transie. Podeszłam do gada i zaczęłam z nim rozmawiać. Ku mojemu zdziwieniu gad się uspokoił. Omiotłam spojrzeniem całą salę. Oczy wszystkich były zwrócone ku mnie, ale dopiero przerażony wzrok Dracona przywrócił mnie do rzeczywistości. Dotarło do mnie czego dokonałam. Przed chwilą rozmawiałam z wężem. Natychmiast wybiegłam z sali. Za sobą usłyszałam kroki. Za mną stała czwórka moich przyjaciół.
  -Dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś wężousta?-spytał blondyn.
  -Jaka jestem?
  -Rozmawiasz z wężami.-powiedział Ron.
  -Pewnie większość z nas to potrafi.-zaprzeczyłam sama sobie.
  -Dobrze wiesz, że nie.-powiedziała Hermiona.-To dar wyjątkowo rzadki. Źle, że go masz.
  -Nie bez powodu Slytherin ma w godle węża.-wtrącił się Harry.-Salazar Slytherin był wężousty. On też z nimi gadał.
  -Teraz wszyscy myślą, że jesteś jego prapraprawnuczką.-dopowiedział Ron.-Dodatkowo trafiłaś do jego domu.
  -To niemożliwe.-powiedziałam.-Chyba nie.
  -On żył tysiąc lat temu, a z tego co wiemy możesz być.-powiedziała smutno Miona.

          Za każdym razem kiedy gdzieś szłam ludzie spoza mojego najbliższego otoczenia dziwnie się na mnie patrzyli. Zaczynało się to robić męczące.
* * *
          Wreszcie nadeszło moje ulubione święto (oczywiście poza urodzinami). Boże Narodzenie zapowiadało się fantastycznie. Śnieg lekko prószył, ale na dworze było całkowicie biało. Jednym słowem-idealna zima.
          Obudziłam się w wyjątkowo dobrym nastroju. Ubrałam się migusiem i zeszłam na dół gdzie (jak według naszej nowej tradycji) czekał już Draco. Myślałam, że blondyn wróci do domu ze względu na ojca, ale jakoś udało mu się tutaj zostać. Rozpakowaliśmy prezenty. Dodatkowo podarowałam mu szkicownik i zestaw najróżniejszych ołówków. Na pewno nie wiedzieliście, że ślizgon pięknie rysuje. Nie obnosił się z tym zbytnio. Potem udaliśmy się do Wielkiej Sali. Tam czekało na nas wiele niespodzianek i przepyszne śniadanie. Harry, Ron i Hermiona nie zjawili się jednak niespecjalnie mnie to zdziwiło. Rozmawialiśmy i żartowaliśmy ze ślizgonami przez długi czas.
          Po południu chłopak wyciągnął mnie na spacer po błoniach. Wyszliśmy na zewnątrz. Lekko zawiało więc mocniej opatuliłam się szalikiem. Przechadzaliśmy się robiąc ślady w śniegu. W pewnym momencie blondyn podniósł mnie i wrzuciła w zaspę śniegu. Zaczęłam rzucać w niego śnieżkami. Kiedy w końcu wstałam zatrzęsłam się z zimna. Nastolatek od razu to zauważył i narzucił mi na ramiona swój płaszcz, po czym wiał głęboki wdech i zaczął mówić:
  -Nel, zbierałem się na to od dłuższego czasu i muszę wreszcie Cię o to zapytać... Nel Potter, zostaniesz moją dziewczyną?
           Nie mogłam uwierzyć, że po tym wszystkim on chce ze mną być. Postanowiłam pójść za głosem serca.
  -Tak.-odpowiedziałam.-Oczywiście, że tak.-powtórzyłam.
          Pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Śnieg lekko prószył. Staliśmy w samym centrum błoni.
  -Chyba stworzyliśmy nową tradycję.-powiedziałam po czym przylgnęłam do chłopaka obserwując jak płatki śniegu wirują wokół nas.
          Szliśmy przez korytarz trzymając się za ręce. Szukaliśmy Crabbe'a i Goyle'a. W końcu ustaliliśmy, że pewnie ciągle się obżerają, więc udaliśmy się do pokoju wspólnego. Usiadłam na kanapie w momencie kiedy chłopak podszedł do choinki. Widziałam, że czegoś szuka, kiedy to znalazł usiadł na kanapie przodem do mnie i wręczył mi czarne pudełeczko. Otworzyłam je. Moim oczom ukazał się przepiękny naszyjnik. Serce z czystego srebra powieszone na łańcuszku.
  -Jest...jest wspaniały.-wydukałam po czym pocałowałam go lekko.
          Zapiął mi go na szyi mówiąc mi przy tym do ucha:
  -Nigdy go nie zdejmuj. To symbol naszej miłości. Będzie cię chronił kiedy ja nie zdołam.
          Nie dodałam nic więcej. Wyczarowałam radio i zaciągnęłam blondyna do tańca. Wirowaliśmy po pokoju omijając meble. Tańczyliśmy chyba z pół godziny. Skończyliśmy dopiero kiedy do pokoju weszli Crabbe i Goyle.
  -Obżeraliście się, aż do tej pory?-spytał Malfoy.
  -Yyy... Tak.-odpowiedział jeden ze ślizgonów.
  -Musimy wam o czymś powiedzieć.-zaczęłam łapiąc Dracona za rękę. Pokiwałam lekko głową. Ten uśmiechnął się lekko i dokończył;
  -Od dzisiaj jesteśmy parą.
          Szczerze. Spodziewałam się innej reakcji z ich strony. Nic nie powiedzieli tylko stali. Dostrzegłam, że Goyle zaciska ręce w pięści.
  -Co się z wami dzieje?-spytał Draco.-Przecież mówiłem wam co planuję.
  -To przez mój brzuch.-powiedział Crabbe.
  -Już późno.-pocałowałam chłopaka w policzek.-Pogadajcie sobie, a my zobaczymy się jutro.-powiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju czując na plecach badawczy wzrok Goyle'a.

=^^= =^^= =^^= =^^= =^^=

          Biegliśmy z Ronem w stronę łazienki, w której zostawiliśmy Hermionę
  -Nie mogę w to uwierzyć!-mówiłem do przyjaciela. Nel z Malfoy'em rozumiesz?! Nawet nie przejęła się zakazami ojca!-krzyczałem.
  -Harry spokojnie, może to tylko głupi żart.-uspokajał mnie Ron.
  -Żart!? Przecież widzieliśmy jak go całuje. od początku można się było tego spodziewać.-rudzielec położył mi dłoń na ramieniu.
  -Porozmawiasz z nią później.-powiedział.-Teraz musimy powiedzieć Hermionie czego się dowiedzieliśmy.
          Wziąłem głęboki oddech i przytaknąłem. Kiedy dotarliśmy na miejsce zapukaliśmy w drzwi kabiny, w której ukrywała się nasza przyjaciółka.
  -Hermiona musimy ci powiedzieć coś ważnego.-powiedziałem .
  -Idźcie stąd!
  -Chcecie ją zobaczyć? Jest okropna.-powiedziała Marta wylatując z kabiny.
  -Hermiona, nic ci nie jest?-spytałem otwierając drzwi.
  -Mówiłam, że eliksir wielosokowy służy tylko do transmutacji ludzi.-założyłem okulary i dalej słuchałem przyjaciółki.-Na szacie Milicenty musiały być kocie włosy.-odwróciła się przodem do nas.-Spójrzcie na mnie.
  -Ona ma ogon.-powiedział Ron z tępym uśmieszkiem na twarzy.
* * * 
  -Dobra słuchajcie, jak dobrze zaczniemy Hufflepuf wymięknie. Jesteśmy silniejsi, cwani i szybsi.-powiedział Wood.
          Wyszliśmy z namiotu i naszym oczom ukazała się McGonagall.
  -Pani profesor.-zaczął kapitan.
  -Wasz mecz zostaje odwołany.-powiedziała nauczycielka.-Wood, ty i reszta macie natychmiast wrócić do wieży Gryffindoru, a pan, panie Potter pójdzie pan ze mną po pana Weasley'a. Musicie coś koniecznie zobaczyć.
          Znaleźliśmy się w skrzydle szpitalnym. To co tam zobaczyliśmy kompletnie nas zszokowało. Na łóżku leżała spetryfikowana Hermiona. Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę. Nauczycielka pokazała nam lusterko, które znaleziono przy dziewczynie, ale żaden z nas nie wiedział do czego było jej potrzebne.

=^^= =^^= =^^= =^^= =^^=

          Wracałam właśnie od Harry'ego, który opowiedział mi o Hermionie i Kartce, którą znalazł przy niej kilka dni temu. Wiedziałam, że poza lekcjami nie wolno wychodzić nam ze swoich salonów, jednak nie zamierzałam siedzieć bezczynnie. Nagle znowu usłyszałam ten głos.
  -Chodź do mnie... Chodź...
          Podążyłam za nim. W końcu korytarza dostrzegłam sunący po posadzce ogromny ogon. "Bazyliszek"-pomyślałam od razu. Zaczęłam uciekać w kierunku, z którego przyszłam. Stwór był jednak szybszy. Nie miałam przy sobie żadnego lusterka. "To źle się skończy."-pomyślałam. Nie dobiegłam nawet do połowy korytarza, a potwór już był przy mnie. Zamknęłam oczy, bałam się tego co za chwilę za chwilę się wydarzy. Zrobiłam lekki krok w przód. To był wielki błąd. W rękę wbiło mi się coś ostrego. Nie mogłam nawet zobaczyć co to było. Usłyszałam kroki.
  -Uwaga! Potwór!- krzyknęłam wciąż nie otwierając oczu.
  -Nel.-usłyszałam głos Snape'a.-Otwórz oczy. Nikogo tu nie ma.
          Otworzyłam je powoli. Faktycznie, stwora już nie było.
  -A...Ale on tu był! Przysięgam!-odwróciłam się przodem do profesora.
  -Kto?-spytał łagodnie.
  -Bazyliszek.-powiedziałam.
          Wzrok nauczyciela skierował się na moją rękę, a ja podążyłam za nim. Na moim ramieniu widniała głęboka rana. To pewnie przez to na co się nadziałam.
  -Jeżeli to naprawdę był bazyliszek.-zaczął czarodziej.-To musimy się spieszyć. Chodź za mną.
          Bez pytania podążyłam za ojcem chrzestnym. W połowie drogi zrobiło mi się ciemno przed oczami przez co potknęłam się na schodach.
  -Co się dzieje?-spytałam słabym głosem.
  -Jad bazyliszka. Nie mamy dużo czasu.-Snape zaczął mnie nieść. Szliśmy w stronę gabinetu Dumbledora. Nie wiedziałam po co, przecież dyrektora usunęli. Weszliśmy po schodach. Za biurkiem siedział nie kto inny, a Dumbledore. "Świat zaczyna wariować."-pomyślałam. Na nasz widok mężczyzna momentalnie poderwał się z krzesła mówiąc;
  -Co się dzieje Severusie?
  -Jad bazyliszka. Głęboka rana.
  -Nie mamy dużo czasu.-powiedział staruszek. Chyba rzeczywiście tak było. Ból wzrósł do tego stopnia, że zemdlałam.

Notka od autorki
Ten rozdział dedykuje mojej kochanej Agnes, która pomaga mi pisać rozdziały i nie mogła się doczekać tych świąt. 

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 8


          Północ. Otwieram oczy przeciągając się leniwie. Musiałam na chwilę przysnąć. Podeszłam do okna i otwierając je zaczerpnęłam świeżego powietrza. Miałam złe przeczucia. Od miesiąca nie dostałam od niego żadnej wiadomości, a doskonale wiedziałam do czego zdolny jest jego ojciec. Rozejrzałam się po pokoju. Ogarnęłam wzrokiem starannie spakowane spakowaną walizkę i bogato zdobiony kufer. Na biurku leżał list od Weasley'ów, którzy zaprosili mnie i Harry'ego do siebie na resztę wakacji. Nie mogłam doczekać się następnego dnia, właśnie wtedy mieli po nas przyjechać. Nie liczyłam jednak na jakiekolwiek wieści o Draconie z ich strony. W końcu Weasley'owie i Malfoy'owie nie przepadali za sobą.
          Z rozmyślań wyrwał mnie warkot silnika i błyski reflektorów. Ku mojemu zdziwieniu  przed oknem zaparkował unoszący się, turkusowy samochód. W środku pojazdu dostrzegłam troje piegowatych rudzielców.
  -Co wy tu robicie?-spytałam nie kryjąc uśmiechu.
  -Przyjechaliśmy po was wcześniej.-powiedział Fred.-Gdzie masz bagaż?
          Pomogłam zapakować chłopakom swoje rzeczy do bagażnika, po czym napisałam rodzicom list wyjaśniający naszą nieobecność. Położyłam go na łóżku i wsiadłam do pojazdu. Okrążyliśmy dom w celu zabrania Harry'ego. Powiadomiłam go, o tym, że zostawiłam list rodzicom. Spakowaliśmy jego kufer i odlecieliśmy.
          Chłopcy wytłumaczyli nam, że lecimy do Nory. Cieszyłam się, że wreszcie zobaczę ich dom. W końcu naszym oczom ukazała się konstrukcja na środku pola. Wyglądała jakby poszczególne piętra dobudowywano osobno. Zdziwiłam się, że budowla jeszcze się nie zawaliła. Wylądowaliśmy na trawie, po czym ruszyliśmy w stronę domu. W drzwiach przywitała nas pani Weasley. Trochę zdenerwowała się na synów, ale na nasz widok odzyskała spokój. Zapoznaliśmy się ze wszystkimi. Zdziwił mnie fakt, że traktują nas jak członków rodziny. Zamieszkałam w pokoju z Ginny, przez co lepiej ją poznałam. Udzieliłam jej też paru rad jak radzić sobie z braćmi.
          W połowie sierpnia dostaliśmy listy z Hogwartu wraz z listą potrzebnych rzeczy. Postanowiliśmy udać się więc na Ulicę Pokątną za pomocą proszku Fiuu. Weszłam do kominka i rzucając proszkiem o ziemię powiedziałam:;
  -Na Pokątną!
          Świat wokół mnie zawirował i po chwili byłam już na magicznej ulicy, gdzie czekali bliźniacy. Gdy wszyscy się zebraliśmy Ron nagle powiedział:
  -Nie ma Harry'ego!-zaczęliśmy rozglądać się na wszystkie strony. W pewnym momencie Ginny krzyknęła wskazując ręką w stronę Banku Gringotta.
          Faktycznie stali tam Harry, Hermiona i Hagrid. Uściskałam przyjaciółkę, po czym rozdzieliliśmy się w celu zrobienia zakupów. Chodziliśmy z Golden Trio od sklepu do sklepu. W końcu po godzinie dotarliśmy do Księgarni Esy i Floresy.
  -Patrzcie! Gilderoy Lockhart podpisuje książki!-krzyknęła Miona po czym wraz z chłopcami ustawili się w długiej kolejce. Nie wiedziałam czym ci wszyscy ludzie się zachwycają. To tylko kolejny zakochany w sobie Narcyz. nagle ten zauważył Harry'ego. Podszedł do niego, a fotograf zaczął robić im zdjęcia. Usłyszałam za sobą znaczące kaszlnięcie. Obróciłam się. Na schodach stał nie kto inny tylko Malfoy. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Kątem oka widziałam jak Harry dostaje od Lockharta zestaw podręczników i oddaje je Ginny.
  -Czemu się nie odzywałeś?-spytałam przyjaciela.
  -Ojciec nie może zaakceptować tego, że zadaje się z Potterówną, nawet jeżeli jesteś w Slytherinie.
  -Mój brat też tego nie akceptuje.-wyznałam.-Ale rodzice przyjęli to dość spokojnie.
  -Musze już iść.-powiedział Draco, a ja zobaczyłam, że w naszą stronę idzie jego ojciec.
  -Spotkamy się w pociągu.-uśmiechnęłam się ciepło i wróciłam do przyjaciół/ Nie był to jednak koniec tego spotkania.
  -Widzę, że Potter nie może sobie nawet sam książek kupić.-powiedział wyniośle Malfoy. Widziałam, że jego ojciec popatrzył na niego z aprobatą.
  -Przymknij się Malfoy.-odpowiedział mu przez zęby Harry.
          Nie zdążyłam zareagować. Między panem Weasley a Lucjuszem Malfoy'em rozpętała się bójka.
Do akcji wkroczył Hagrid wraz z panią Weasley, rozdzielając pojedynkujących się mężczyzn.
  -Idziemy Draco.-powiedział Lucjusz wycierając rękawiczką krew spływającą mu z nosa. Syn ruszył za nim rzucając mi tylko przepraszające spojrzenie.
* * * 
          Wreszcie nadszedł 1 września. Udaliśmy się na peron 9 i 3/4. Wsiadłyśmy do pociągu w ostatniej chwili. Razem z Ginny i Hermioną zajęłyśmy przedział. Zdziwiła mnie nieobecność chłopaków, ale Miona powiedziała, że pewnie dosiedli się do innych gryfonów. W połowie drogi Weasley'ówna zasnęła, a druga z dziewczyn tak zagłębiła się w lekturze, że nawet nie zauważyła kiedy wyszłam. Udałam się w stronę wagonu wspólnego ślizgonów. Usiadłam obok Dracona. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
  -Teraz wszystko mi wyjaśnisz zgoda?-powiedziałam.
          Crabbe i Goyle spali sobie w najlepsze. Draco wziął głęboki wdech i zaczął się tłumaczyć
  -Ojciec widział jak przytuliłem cię w pociągu. Kiedy wróciliśmy do domu urządził mi wielką awanturę. powiedział, że mam się z tobą nigdy więcej nie spotykać.-mówił szeptem.
  -Muszę ci powiedzieć, że ja też blefowałam.-zrobiłam skwaszoną minę.-Rodzice dobrze zareagowali na wieść, że trafiłam do Slytherinu, ale kiedy Harry powiedział im o naszej przyjaźni ojciec nieźle się wkurzył. 
  -To mogło być do przewidzenia. Nasze rodziny podobno nigdy się nie lubiły.
  -Najwidoczniej czas to zmienić.-powiedziałam uśmiechając się promiennie.
  -Co?-spytał zdezorientowany blondyn.
  -Nie mam zamiaru kończyć naszej znajomości tylko dlatego, że nasi przodkowie się nienawidzili.-powiedziałam stanowczo.
  -I to mi się w tobie podoba.-oznajmił chłopak.
          Wyjrzałam przez okno. W oddali zobaczyłam wieże zamku.
  -Zaraz będziemy.-rzuciłam do Dracona.-Widzimy się w szkole.
          Przez resztę dnia nie mogłyśmy nigdzie znaleźć Harry'ego i Rona. Następnego dnia zobaczyłam ich na śniadaniu. Natychmiast podbiegłam do brata i wyściskałam go.
  -Gdzie byliście? -spytałam.
          Usiadłam z nimi przy stole, a oni opowiedzieli wszystko mi i Hermionie siedzącej obok.
  -Jak to was nie przepuściła?-dopytywała się Granger.
  -Nie wiem.-odpowiedział wybraniec.
  -Najgorsze jest to, że samochód został doszczętnie zniszczony.-dodał rudzielec.-Mama mnie zabije.
          Jak na zawołanie do sali wpadła sowa chłopaka z wyjcem od pani Weasley. Koperta zaczęła krzyczeć na Rona tak głośno, że słyszała to cała Wielka Sala. Na koniec pogratulowała Ginny dostania się do Gryffindoru , plunęła chłopakowi w twarz i odleciała. Resztę posiłku spędziłam wraz z przyjaciółmi, po czym udaliśmy się do sali, w której mieliśmy Obronę Przed Czarną Magią.Tam jednak bez zastanowienia usiadłam w ławce z Malfoyem. Kiedy do sali wszedł nauczyciel kompletnie mnie zamurowało. W drzwiach zobaczyłam Gilderoy'a Lockharta. Przeszedł na środek sali i zaczął swoją wypowiedź:
  -Witajcie. Nazywam się Gilderoy Lockhart. Pewnie znacie mnie z książek mojego autorstwa.
  -Jeżeli ten laluś będzie nas uczył, to ja jestem francuską księżniczką.-powiedziałam szeptem do blondyna.
  -W tym roku będę uczył was Obrony Przed Czarną Magią.-dokończył mężczyzna.
  -Witam Wasza Wysokość.-powiedział z przekąsem Malfoy i siedząc lekko się ukłonił. Odkłoniła mu się po czym spojrzałam na nowego nauczyciela.
  -Zaczniemy od małego quizu. Oczywiście na mój temat.
          Rozdał nam kartki mówiąc, że mamy na to dwadzieścia minut i rozsiadł się na krześle. Nie wiedziałam co inne dziewczyny w nim widzą. Napisałam tylko:
  "Nie obchodzą mnie pana Narcystyczne* poglądy. Nigdy nie interesowałam się pana osobą i raczej nie zainteresuję. Poza tym nie rozumiem jak wiedza o pana życiu przyda mi się do tego przedmiotu.
*proszę zajrzeć do encyklopedii mugoli"
          Odłożyłam pióro i czekałam na resztę uczniów. Po zebraniu arkuszy znowu zaczął mówić:
  -A teraz zobaczymy jak poradzicie sobie z nimi!-krzyknął odsłaniając klatkę.
  -Chochliki Kornwalijskie.-powiedział Seamus.
  -Tylko nie krzyczcie, bo to je drażni!-powiedział nauczyciel po czym otworzył klatkę.
          Stworzonka zaczęły rozrabiać i wariować Powiesiły Neville'a na żyrandolu.
  -No to może wasza czwórka się nimi zajmie.-rzucił spanikowany Lockhart i uciekł z sali.
  -Immobilus!-krzyknęła Hermiona.
          Chochliki znieruchomiały, a my popatrzeliśmy po sobie.
* * *
          Szliśmy przez korytarz. Dwa dni temu wraz z Draconem zostaliśmy przyjęci do drużyny Quidditcha i dzisiaj miał odbyć się nasz pierwszy trening. Doszliśmy na boisko gdzie czekali już gryfoni. Wood podszedł do kapitana naszej drużyny i spytał:
  -A wy dokąd?
  -Potrenować.-odpowiedział ślizgon.
  -Ja zaklepałem boisko na dziś.
  -Odpada.-rzucił Flint.-Pisemko od Snape'a.
          Patrzyłam jak gryfon czyta papier.
  -Macie nowego szukającego i ścigającego?
          Drużyna rozsunęła się ukazując mnie i Draco. W między czasie do gryfonów przyłączyli się Ron i Hermiona.
  -Witaj braciszku.-powiedziałam zaciekle.
          Wszyscy zaczęli się kłócić. Flint pochwalił się miotłami, które zafundował nam ojciec Malfoy'a. Wtedy odezwała się Hermiona:
  -Przynajmniej do naszej drużyny nikt się nie wkupuje. U nas liczy się talent.
  -Nikt cię nie pytał o zdanie, wredna szlamo.-już wcześniej słyszałam u przyjaciela ten zimny ton, ale ostatnie słowo zabrzmiało w jego ustach jak najgorsze przekleństwo. Wiedziałam, że oboje przegięli.
  -żryj ślimaki Malfoy.-powiedział ostro Ron. Miotnął w niego zaklęciem, ale jego różdżka wypaliła do tyłu i to Ron zaczął wymiotować ślimakami. Przyjaciele zabrali go do Hagrida, a ja stałam z szeroko otwartymi oczami. Odciągnęłam Dracona na bok.
  -Co to miało być?-spytałam.-Szlama!? Musiałeś!?
  -To problem z pilnowaniem ojca. Nie mogę zachowywać się normalnie. Muszę być... no wiesz... taki.
  -Rozumiem.-powiedziałam przytulając go.- Poradzimy sobie z tym.
* * *
Wracałam do swojego dormitorium. Był wczesny wieczór. Skręciłam na schody prowadzące w stronę lochów. Nagle przede mną niewiadomo skąd wyrósł profesor Lockhart.
  -Nel Potter tak?-spytał.
  -Zgadza się.-odpowiedziałam.
  -Pójdzie pani za mną.
  -Mogę wiedzieć dlaczego?-zapytałam unosząc głowę do góry.
  -Zostaje pani ukarana za swoją niestosowną odpowiedź na teście.-od razu widziałam o co chodzi.
          Podążyłam za nauczycielem. Weszliśmy do jego sali lekcyjnej. Ku mojemu zdziwieniu przy jednej z ławek siedział Harry.
  -Co ty tutaj robisz?-spytał.
  -Pamiętasz ten quiz na OPCM? Jestem tu za mówienie prawdy.-odpowiedziałam.-Zgaduje, że to twoja kara od McGonagall?
  -Tak.-powiedział poklepując krzesło obok.
          Usiadłam obok niego w ławce przystawionej do biurka nauczyciela. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo Lockhart położył na biurku wielki stos listów
  -Wasze zadanie będzie polegało na odpisywaniu na listy moich fanek.-powiedział.
  -Coo?!-powiedziałam do brata w myślach.
  -Masakra.-odpowiedział.
          Odpisywałam już chyba na setny list. W tej samej chwili coś usłyszałam. Nie był to trzask przygasających płomieni, czy paplanina Lockharta. Był to głos, który zmroził mnie do szpiku kości, głos zapierający dech w piersiach, głos lodowato jadowity
  -Chodź... Chodź do mnie... Znajdę cię... Zabije go...
          Podskoczyłam gwałtownie i wielki kleks pojawił się na ulicy Weroniki Smetheleg.
  -Co?!-prawie krzyknęłam, a Harry popatrzył na mnie.
  -Wiem!-ucieszył się Lockhart.-Sześć miesięcy na szczycie listy bestsellerów! Pobiła wszystkie rekordy.
  -Nie.-powiedziałam.-Ten głos.
  -Jaki głos?-spytał Harry.
  -Nie słyszeliście?-spytałam zdezorientowana
  -O czym ty mówisz Nel? Może jesteś trochę śpiąca? A niech to... spójrzcie na zegar. siedzimy tu już cztery godziny. Ale ten czas szybko leci...-mówił nauczyciel.
          Wytężyłam słuch, aby znowu usłyszeć ten złowieszczy szept, ale usłyszałam tylko Lockharta mówiącego, że na dzisiaj koniec. Wyszłam na korytarz lekko oszołomiona.
  -Dobrze się czujesz?-spytał mój brat.
  -Naprawdę nie słyszałeś tych szeptów?-spytałam prosto z mostu.
  -Naprawdę. Nel, co się dzieje?
          Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo znów usłyszałam ten głos.
  -Chodź do mnie... Zabije cię... Chodź...
          Podążyłam za nim. W głowie krążyło mi to jedno słowo - chodź. Szłam wzdłuż ścian. Czułam, że Harry podąża za mną. weszłam na korytarz zalany wodą i spojrzałam przed siebie. Na lampie wisiała spetryfikowana kotka pana Filch'a, a na ścianie widniał napis:  

KOMNATA TAJEMNIC ZOSTAŁA OTWARTA
STRZEŻCIE SIĘ WROGOWIE DZIEDZICA!

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 7

Wypuścili mnie po tygodniu. Wszyscy uczniowie wrócili do szkoły, ponieważ jutro zaczynały się lekcje. Do tej pory nie wyjaśniło się kogo widziałam. Draco odwiedzał mnie na zmianę z Harrym. Wybaczyłam mu to, że naskoczył na mojego przyjaciela. W końcu zaczęła się szkoła i oczywiście poszukiwania Flamela. Hermiona pokazała nam książkę, w której opisywali Flamela jako twórcę Kamienia Filozoficznego. Już wiedzieliśmy co znajduje się na trzecim piętrze. Miesiące mijały. W między czasie Hagrid wygrał w karty jajo smoka, który po wykluciu sprawiał spore kłopoty. Nie uwierzycie, ale Hermiona dostała szlaban. W ramach kary, ona, mój brat, Ron i Draco, wraz z Hagridem przeszukiwali Zakazany Las. Wkrótce nadszedł czas testów, więc nie mieliśmy dużo czasu na szukanie informacji o Flamelu. Uczyłam się na przemian z Draco lub Golden Trio. Pewnego dnia Harry widział jak profesor Snape wchodzi do pokoju z klapą. Zaczął uważać, że pomaga on Voldemortowi.
          Kiedy egzaminy końcowe dobiegły końca powróciliśmy do tematu Kamienia. Gdy szliśmy przez błonia Harry złapał się za czoło.
  -Co się stało?-spytałam brata po czym sama złapałam się za przedramię. Blizna zaczęła mnie piec.
  - Co się dzieje?-spytał zdezorientowany Ron
  -Moja blizna.-powiedziałam.-Piecze.
  -To pewnie ostrzeżenie.-wtrącił Harry.-Zaczyna się robić gorąco.
          Dobiegły nas odgłosy grania na flecie.
  -No jasne.-rzekł wybraniec.
  -Co jest jasne?-spytała Miona.
  -Pomyślcie. Czy to nie dziwne. Hagrid marzy o smoku i tu nagle zjawia się obcy człowiek, który go posiada. Znaczy, kto normalny chodzi ze smoczym jajem w kieszeni?
          Popatrzeliśmy po sobie z bratem i pobiegliśmy w stronę chatki gajowego. Pół-olbrzym siedział na ganku i grał na flecie.
  -Hagrid kto dał ci smocze jajo?-zapytał złoty chłopiec.-Jak on wyglądał?
  -A ja wiem.-odpowiedział Hagrid.-Miał na sobie kaptur.
  -Ale o czym rozmawialiście?-pytał dalej chłopiec.
  -Pytał jakimi zwierzętami się zajmuję, a ja mu na to, że taki smoczek to przy Puszku pestka.
  -Powiedziałeś mu o Puszku?-wtrąciłam się.
  -Tak. W końcu nieczęsto spotyka się trójgłowego psa, nawet w zawodzie gajowego.-odparł. pół-olbrzym.-Wyjaśniłem mu, że cały sekret polega na tym, żeby umieć taką bestię uspokoić. Weźmy na przykład takiego Puszka. Wystarczy mu coś zagrać, a zaraz zasypia.
          Popatrzeliśmy po sobie po czym rzuciliśmy się biegiem do profesor McGonagall. Okazało się, że Dumbledore wyjechał do Londynu. Wybiegliśmy na korytarz, gdzie natknęliśmy się Snape'a. Spojrzał na nas podejrzliwie, po czym oddalił się powiewając peleryną.
  -Co teraz zrobimy?-spytał Ron.
  -Jak to co? W nocy wybierzemy się pod klapę.
          Nadeszła noc. Po drodze Hermiona obezwładniła Neville'a. Szliśmy pod osłoną peleryny niewidki tak długo dopóki, aż nie doszliśmy do pokoju, który zamieszkiwała bestia.
  -Czy on śpi?-spytał rudzielec.
  -Tak.-odpowiedział Harry.-Czyli Snape już tu był
  -Szybko. Trzeba przesunąć łapę.-powiedziałam, a gdy to zrobiliśmy, otworzyliśmy klapę i wskoczyliśmy do środka. Wylądowaliśmy na czymś miękkim. Próbowałam wstać, ale pnącza zaczęły oplatać mi się dookoła ciała. Zresztą nie tylko mi, całej reszcie także.
  -Spokojnie, słyszycie?-zaczęła Hermiona.-To Diabelskie Sidła. Jeżeli będziecie się miotać, to szybciej was zabije. Musicie się rozluźnić.
  -Świetnie.-rzuciłam.
  -Zabije? Już się czuje lepiej.-powiedział Weasley.
          Nie zdążył nic więcej powiedzieć, ponieważ Hermiona zapadła się pod pnącza.
  -Miona!-krzyknął Harry. Popatrzyłam na niego, po czym wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Po paru sekundach znalazłam się obok Granger . Chwilę później dołączyli do nas Harry z Ronem.
  -Słyszycie te dźwięki?-spytał nagle mój brat.
  -Tak.-odpowiedziałam.-Szum skrzydeł.
          Ruszyliśmy powoli w stronę źródła hałasu. Weszliśmy do przestronnej komnaty. W powietrzu latały dziwne stworzonka.
  -Nigdy nie widziałam takich ptaków.-powiedziała czarodziejka.
  -Bo to nie ptaki.-wyjaśniłam.-To klucze. Jeden z nich otwiera te drzwi.
  -O co tutaj chodzi?-dopytywała się dziewczyna.
  -Nie wiem.-odpowiedział jej mój brat.
  -Alohomora!-Ron spróbował otworzyć drzwi zaklęciem.-Alohomora! No co.-spojrzał się na nas.-Chciałem spróbować.
  -Musimy znaleźć klucz.-rzuciłam.- Interesuje nas stary i zardzewiały.
  -Jest!-wykrzyknął okularnik.-Ten z połamanym skrzydłem.
          Obserwowaliśmy z gryfonami jak mój brat lata za kluczem pośród szalonego kłębowiska innych. Na meczu quidditcha złapał złoty znicz, więc nie powinien mieć z tym problemu. Złapał zdobycz, podał ją nam i przeszliśmy do kolejnego pokoju. Naszym oczom ukazała się ogromna szachownica. Od razu zrozumieliśmy, że musimy wygrać sobie przejście. Ron, który jest dobrym graczem wygrał nam je, chociaż sam został ranny. Przyjaciółka pobiegła po pomoc, a ja wraz z bratem przeszliśmy do ostatniej sali. Nie mogliśmy uwierzyć w to co zobaczyliśmy. Przed zwierciadłem Ain Eingarp stał nie kto inny, a profesor Quirrell. Znowu poczułam to dziwne pieczenie.
          Harry zaczął rozmawiać z profesorem, który zdawał się mnie nie zauważać.
  -Widzę siebie z kamieniem w ręce, ale nie wiem jak go dostać!- krzyczał Quirrell.
  -Wykorzystaj chłopaka.-odezwał się głos niewiadomego pochodzenia.
          Wybraniec przyglądał się tafli lustra. Czułam, że nic tam nie zauważył. Zrobiłam kilka kroków do przodu i spojrzałam w zwierciadło. Moje odbicie uśmiechnęło się i wskazało na kieszeń mojej bluzy.
  -Co tam zobaczyłeś Potter!?/
  -Nic...-odpowiedział chłopiec.-Tylko siebie.
  -Kłamiesz!-krzyknął mężczyzna.
  -Niee...-odezwał się znów ten dziwny głos.-Chłopak mówi prawdę... weź dziewczynę!
          Quirrell i Harry obrócili się ku mnie.
  -W niczym Ci nie pomogę Voldemort.-powiedziałam wojowniczo.
  -Daj mi z nią porozmawiać...
  -Ale panie, nie jesteś jeszcze dość silny.-mówił do siebie nauczyciel.
  -Na to wystarczy mi sił.
          Profesor zaczął odwiązywać turban, a moim oczom ukazała się druga twarz.
  -T...t...to niemożliwe.-wyjąkał Harry
  -Potterowie... Spotkanie po latach...-powiedział Czarny Pan i zaczął swój monolog.-Nie mogę stworzyć własnego ciała. Ale jest coś, co może mi je dać. Coś co panno Potter znajduje się w twojej kieszeni. Brać ją!
          Rzuciliśmy się do ucieczki, ale Quirrell wyczarował dookoła nas ogień. Gryfon rzucił się na profesora, jednak ten rzucił nim o podłogę tak mocno, że nastolatek stracił przytomność. Nauczyciel rzucił się ku mnie. Przygwoździł moją szyję do podłogi, kamień wypadł mi z kieszeni. Próbowałam rękoma oddalić dłoń atakującego od mojego gardła. Wtedy stało się coś dziwnego. Moje ręce zaczęły palić ciało czarodzieja. Skorzystałam z okazji i chwyciłam go za twarz. Ta zaczęła powoli zamieniać się w pył. Wyswobodziłam się z jego uścisku i patrzyłam jak ciało profesora się rozsypuje. Sięgnęłam po kamień i podbiegłam do nieprzytomnego brata. Po raz ostatni spojrzałam na martwego Quirrella. Z jego ciała unosił się dym, który z czasem uformował się w twarz Voldemorta. Poleciała ku mnie i przeszła przez moje ciało. Upadłam na ziemię nie upuszczając kamienia. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam była twarz mojego brata. Zemdlałam.
*  *  *
          Obudziłam się w skrzydle szpitalnym. Rozejrzałam się dookoła jednak nigdzie nie było mojego brata. Obok mojego łóżka stał profesor Dumbledore.Rozpakowywał jakieś słodycze.
  -Witaj Nel. Prezenty od wielbicieli?-zapytał.
  -Od kogo?
  -To, co wydarzyło się w lochach jest ściśle tajne, więc oczywiście cała szkoła o tym wie.-dyrektor uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech po czym spytałam:
  -Co z Harrym, Ronem i Hermioną?
  -Wszyscy są cali i zdrowi.-mówił spokojnie Dumbledore.-Twój brat wyszedł stąd wczoraj. 
  -A co z kamieniem?-spytałam.
  -Został już zniszczony.
  -Czy to znaczy, że Voldemort już nie wróci?
  -Obawiam się, że będzie próbował w jakiś sposób tego dokonał.
  -Dyrektorze. Dlaczego profesor Quirrell nie mógł znieść mojego dotyku?
  -Ponieważ to, kiedy jako dziecko stanęłaś w obronie swojego brata zostawiło ślad w twoim ciele. Nazywa się miłość.-uśmiechnęłam się ciepło.
  -Pożegnam cię już, gdyż widzę, że masz gościa.
          Faktycznie. W drzwiach zauważyłam blond czuprynę. Draco podbiegł do mojego łóżka i mocno mnie przytulił. Kątem oka zauważyłam jak dyrektor puszcza do mnie oko.
  -Jak się czujesz? Nic ci nie jest?-pytał Draco.
  -Wszystko w porządku.-powiedziałam uśmiechając się szerzej.-Czekoladkę?-spytałam.
          Dopiero teraz zwrócił uwagę na otaczające mnie prezenty. Pochwycił pudełko Fasolek Wszystkich Smaków i siadając na łóżku wziął jedną do ust. Od razu ją wypluł.
  -Wymiociny.-powiedział po czym dał mi jedną do skosztowania.
  -Mmm. Brzoskwinka.-powiedziałam po czym oboje się zaśmialiśmy. Rozmawialiśmy tak przez około godzinę. Dowiedziałam się, że spędziłam tu trzy dni. Potem ślizgon zmienił się z gryfonem. Przytuliłam się do brata mówiąc:
  -Dziękuję, że próbowałeś mnie chronić.
  -Nie ma za co, w końcu gdyby nie ty zginąłbym jako dziecko.
          Na rozmowie minęła nam kolejna godzina. Do lekcji wróciłam dwa dni później.
       * * *
          Minęły ostatnie dwa tygodnie szkoły. Wszystkie rzeczy miałam już spakowane. Nadszedł czas ostatniej kolacji i przyznania Pucharu Domów. Punktacja przedstawiała się następująco. O dołu: Hufflepuf, Ravenclaw, Gryffindor, Slytherin. Profesor Dumbledore wstał od stołu i zaczął przyznawać dodatkowe punkty:
  -Dla Hermiony Granger, za logiczne myślenie-20 punktów. Dla Ronalda Weasley'a, za najlepiej rozegraną partię szachów w historii Hogwartu-20 punktów. Panu Harry'emu Potterowi za cechy godne naśladowania-25 punktów. Neville'owi Longbottomowi za lojalność wobec przyjaciół-10 punktów.
  -No to teraz na pewno przegramy.-powiedział Goyle, ale ja uciszyłam go machnięciem ręki.
  -I wreszcie za zasługi Nel Potter, jej zimną krew i niespodziewaną odwagę, przyznaję Slytherinowi 60 punktów. Tak więc Puchar Domów wędruje do Slytherinu!
          Z naszego stołu rozległy się krzyki i brawa. Takim akcentem zakończył się mój pierwszy rok nauki.
* * *
        Jechaliśmy pociągiem z powrotem na dworzec King Cross. Siedziałam w przedziale z moimi przyjaciółmi. Na chwilę wymknęłam się, kierując się w stronę wagonu dla ślizgonów. Dosiadłam się do Draco, Crabbe'a i Goyle'a. Rozmawialiśmy ponad godzinę.
  -Zobaczymy się po wakacjach.-pożegnał się Malfoy przytulając mnie.
  -Będę czekać.-powiedziałam, po czym ruszyłam w stronę rodziców.