Chciałam coś powiedzieć do Hermiony gdy...
Znowu szłam chłodnym, ciemnym korytarzem do Departamentu Tajemnic(wiedziałam co to za miejsce, gdyż pan Weasley pełnił tam wartę podczas ataku), szłam mocnym i zdecydowanym krokiem z czasem przechodząc w bieg, zdecydowana za wszelką cenę dotrzeć w końcu do celu... czarne drzwi otworzyły się przede mną jak zwykle i oto znajdowałam się w okrągłym pokoju pełnym drzwi...
Prosto przez kamienną podłogę i przez kolejne drzwi... plamy światła tańczące na ścianach i podłodze i to dziwne, mechaniczne tykanie, ale nie mam czasu na sprawdzanie, muszę się śpieszyć.
Przebiegłam ostatnie kilka stóp do trzecich drzwi, które otworzyły się tak jak pozostałe... Raz jeszcze znalazłam się w pomieszczeniu wielkości katedry pełnym regałów i szklanych kul... moje serce biło coraz szybciej... tym razem miałam się tam dostać... gdy dotarłam do numeru dziewięćdziesiąt siedem, skręciłam w lewo i popędziłam nawą pomiędzy rzędami... Ale na samym końcu na ziemi leżał jakiś kształt, ciemna postać poruszająca się po podłodze jak ranne zwierzę... żołądek skurczył mi się ze strachu... z podniecenia... Z moich własnym ust wydobył się głos, zimny głos wyrzuty z wszelkiej ludzkiej życzliwości...
-Weź to dla mnie... zdejmij to, już... ja nie mogę tego dotknąć, ale ty możesz...
Ciemna postać na podłodze przesunęła się odrobinę. na końcu własnej ręki ujrzałam białą dłoń o kościstych palcach ściskającą uniesioną różdżkę... usłyszałam jak zimny głos mówi:
-Crucio!
Leżący na podłodze mężczyzna wydał z siebie okrzyk bólu, spróbował stanąć, ale upadł ponownie, wijąc się. Śmiałam się. Uniosłam różdżkę, cofnęłam klątwę i postać jęknęła zastygając w bezruchu,
-Lord Voldemort czeka...
Bardzo powoli, z trzęsącymi się rękoma mężczyzna na ziemi uniósł barki o kilka cali i podźwignął głowę. jego mizerna twarz pokryta była plamami krwi, wykrzywiona w bólu, a mimo to nadal buntowniczo nieugięta.
-Będziesz musiał mnie zabić.-powiedział Syriusz.
-bez wątpienia w końcu to zrobię.-oznajmił zimny głos.- Ale najpierw mi to przyniesiesz, Black... myślisz, że poczułeś już co to ból? No to pomyśl jeszcze raz... mamy całe godziny i nikt nie usłyszy jak krzyczysz.
Ale ktoś krzyknął kiedy Voldemort ponownie opuścił różdżkę. Ocknęłam się uderzając w ziemię, nadal krzycząc, z rozpaloną do białości blizną.
-To Mroczny Znak!krzyknął któryś z uczniów zebranych na dziedzińcu.
Przestraszyłam się, że ktoś odkrył tajemnicę Draco, ale uspokoiłam się gdy starszy z uczniów powiedział:
-Brakuje czaszki idioto! I nie jest czarny!
-Syriusz.-powiedziałam do pochylającego się nade mną Harry'ego.-Ma kłopoty.
* * *
-Jesteś pewna?-spytała Hermiona kiedy staliśmy na przemieszczających się schodach.
-Widziałam to, tak jak było z panem Weasley'em.-odpowiedziałam.-Od kilku miesięcy śmią mi się też drzwi z Departamentu Tajemnic. Syriusz mówił,że Voldemortowi na czymś zależy. Na czymś czego nie dostał ostatnim razem. A to jest w Departamencie Tajemnic.
-Nel, zaczekaj chwilę.-powiedział Harry.-A co jeśli Voldemort chciał abyś to wreszcie zobaczyła. Może zwabił Syriusza tylko po to, aby zdobyć to czego chce.
-I co z tego.-powiedziałam.-Przecież nie możemy dać mu zginąć. To teraz nasza jedyna rodzina.
-I co teraz?-spytał po dłuższej chwili Ron.
-Musimy skorzystać z sieci Fiuu.
-Ale Umbridge kazała pilnować wszystkich kominków.-powiedziała Granger.
-Oprócz jej własnego.-odpowiedziałam.
Jednak coś poszło nie tak. Umbridge i jej brygada inkwizycyjna złapali naszą czwórkę, a na dodatek jeszcze Neville'a, Lunę i Ginny, którzy zajmowali się dywersją.
-Zabierzcie ich różdżki i złapcie ich!
Chcąc nie chcąc Draco zabrał mi różdżkę i przytrzymał ręce. Czułam się winna, że namówiła go do wstąpienia do tej brygady.
-Przepraszam.-szepnął.
Umbridge posadziła na krześle Harry;ego, bo oczywiście kogo innego można było podejrzewać. Wypytywała go o to z kim chciał się skontaktować, nie wiedząc, że to był mój pomysł.
-No cóż.-powiedziała.-Sądzę, że klątwa Cruciatus rozwiąże ci język.
Serce mi zamarło. Byłam już torturowana za pomocą tego zaklęcia i wiedziałam jaki to ból.
-To niezgodne z prawem!-krzyknęłam.
-Czego Korneliusz nie zobaczy, to go nie zaboli.
-Nie!-krzyknęła Hermiona.-Powiedz Harry!
-Powiedz o czym?
-O tajnej broni Dumbledore'a.
Dziewczyna zdołała przekonać Umbridge, by poszła razem z nią i Harrym do Zakazanego Lasu gdzie podobno ukryli broń. Odprowadziłam ich wzrokiem, aż w końcu zostaliśmy sami.
-I co teraz?-usłyszałam szept Dracona.-Musimy coś zrobić.
-Spokojnie. Mam plan, ale ty musisz zostać w Hogwarcie.-odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
Niewidzialną siłą walnęłam Crabbe'a w głowę tak, żeby myślał, że zrobił to Goyle. Zaczęli się bić, więc rozsypałam na podłogę cukierki bliźniaków, które skonfiskowała landryna. Pozostali ślizgoni zajęli się nimi, a my uciekliśmy.
Wybiegliśmy z Hogwartu w stronę Zakazanego Lasu. Niemal natychmiast natknęliśmy się na pozostałych.
-Co wy tu robicie?-spytał zdumiony Harry.
-To dzięki Nel.-usłyszałam głos Rona.-Żałuj, że nie widziałeś, ja sobie z nimi poradziła.
-Pogadamy później.-powiedziałam.-Teraz musimy wymyślić jak dostać się do Ministerstwa.
-Polecimy! -odezwała się Luna.
gracją usiadłam na najbliższym z nich. Moim przykładem poszli Harry i Luna. Pozostali wpatrywali się w nas z otwartymi ustami.-Co z wami?-spytałam.
-jak mamy dosiąść czegoś, czego nie widzimy?
Zsiadłam ze swojego testrala i pomogłam wsiąść innym. Po tej czynności szybko wskoczyłam na swojego.
-Ministerstwo Magii.-powiedział głośno Harry i wszystkie zwierzęta wzbiły się w powietrze.
* * *
-Dziewięćdziesiąt pięć , dziewięćdziesiąt sześć...-liczyłam po cichu.-dziewięćdziesiąt siedem...
Zaczęłam gorączkowo się rozglądać.
-On musi tu być... Gdzieś tutaj...
-Nel.-odezwał się Harry.-Tu nie ma Syriusza.
Zrozpaczona nadal krążyłam rozglądając się.
-Harry!-zawołał Neville.-Tu jest twoje imię i nazwisko!
Oboje podeszliśmy do chłopaka. Harry wziął do ręki szklaną kulę i wsłuchał się w treść przepowiedni, jednak moją uwagę przykuło coś innego. Szklana kula z karteczką "Nel Potter". Wzięłam ją do ręki i skupiłam się na głosie.
"Naznaczona przez Czarnego Pana,
Zło nie może żyć kiedy ona żyje.
Naznaczona do wielkich czynów przez samą śmierć.
Ta, która umrze za miłość.
Oddając życie za bliskich
Uratuje cały świat.
Jednak gdy złą ścieżką podąży,
Zgubna czeka nas śmierć."
Serce biło mi bardzo szybko. Nie chciałam przyjąć do siebie tych słów, choć w głębi duszy zapamiętam je na zawsze. Uniosłam głowę do góry. Harry patrzył na mnie ze zmartwieniem w oczach, ale wiedziałam, że nie usłyszał przepowiedni.
-Bardzo dobrze Potterowie. A teraz oddajcie mi przepowiednie.
Otoczyły nas zakapturzone postacie, a przed nami stał ojciec Dracona.
-Oddajcie mi to.-powtórzył Lucjusz Malfoy, wyciągając rękę w naszą stronę.
-gdzie jest Syriusz?-spytałam.-Wiem, że go macie.
-Już czas, żebyś nauczyła się odróżniać sen od rzeczywistości.-odparł Malfoy.-A teraz oddajcie mi te przepowiednie.
-Teraz!-krzyknął Harry.
Roztrzaskaliśmy zaklęciami najbliższe półki i rzuciliśmy się do ucieczki. Pokonaliśmy kilku śmierciożerców, a gdy Ginny użyła zaklęcia Reducto i wszystko zaczęło się walić, uciekliśmy do okrągłej sali. Kiedy zobaczyłam, że moi przyjaciele są ranni, chciałam ich przeprosić za to, że ich w to wciągnęłam, ale nim zdążyłam wypowiedzieć jakiekolwiek słowa do sali wpadli śmierciożercy.
Stanęłam u boku brata unosząc różdżkę. Zostaliśmy tylko my, resztę przetrzymywali śmierciożercy.
-Oddajcie przepowiednie albo oni zginą! Wszyscy!
Rzuciliśmy sobie zaniepokojone spojrzenia i powoli wysunęliśmy ręce do przodu.
Nagle, niewiadomo jak do środka wlecieli członkowie Zakonu Feniksa. Biały dym mieszał się z czarnym. ktoś popchnął mnie na Harry'ego przez co obie kule się rozbiły. Usłyszałam krzyk Malfoy'a, który celował w nas różdżką. Na szczęście z pomocą przybył Syriusz. Staliśmy we trójkę plecami do siebie, osłaniając się nawzajem. Black właśnie pokonał Lucjusza, gdy usłyszałam krzyk kobiety.
-Avada Kedavra!-krzyknęła Bellatrix.
Zaklęcie trafiło w Syriusza. Usłyszałam triumfalny krzyk czarnowłosej. Patrzyłam z przerażeniem jak mężczyzna zostaje wciągnięty w zasłonę pod starożytnym łukiem. Wezbrał we mnie gniew. Najpierw odebrała mi rodziców, a teraz wujka. Kątem oka zobaczyłam jak profesor Lupin powstrzymuje Harry'ego przed rzuceniem się za ojcem chrzestnym. Ale mną nikt się nie przejmował. Bez ani chwili zastanowienia rzuciłam się w pogoń za Lestrange.
-Zabiłam Syriusza Black'a! Zabiłam Syriusza Black'a!-śpiewała.
-Expelliarmus!-krzyknęłam celując w nią różdżką, choć po głowie cały czas chodziło mi zaklęcie Cruciatus.
-Musisz naprawdę tego chcieć Nel.-rozległ się głos w mojej głowie.-Ona go zabiła. Ich też zabiła. Zasługuje na karę. Znasz zaklęcie Nel. Rzuć je!-usłyszałam już naprawdę.
Obróciłam się. Za mną stał Voldemort. Prawdziwy. Chciałam rzucić w niego zaklęciem, ale wytrącił mi różdżkę z ręki.
-Taka słaba.-mówił dalej.
-To głupota przychodzić tu dzisiejszej nocy Tom.-powiedział Dumbledore wychodząc z kominka.-Aurorzy są już w drodze.
-Zanim przyjdą mnie już nie będzie. A ty... będziesz martwy.-powiedział jadowitym głosem.
Albus odepchnął mnie na bok, a sam zaczął pojedynek z Voldemortem. Po dłuższej chwili Dumbledore zamknął przeciwnika w kuli wody lecz gdy ją zniszczył jego już tam nie było.
I wtedy moja blizna wybuchła bólem i wtedy pomyślałam, że Voldemort nie żyje-to był ból nie do wyobrażenia, ból przekraczający wytrzymałość...
Zniknęłam z sali, zamknięta w skrętach stworzenia o czerwonych oczach, z którym byłam tak ściśle zespolona, że nie wiedziałam gdzie kończy się moje własne ciało, a zaczyna potwora-byliśmy złączeni ze sobą, związani bólem i nie było od tego ucieczki.
Kiedy stwór się odezwał, zrobiłam to samo ustami:
-Zabij mnie teraz, Dumbledore...
Oślepiona i konająca, każdą częścią ciała błagająca o ulgę czułam, że Voldemort wykorzystuje mnie znowu:
-Jeżeli śmierć jest niczym, Dumbledore, zabij dziewczynę...
Niech ten ból się skończy.-myślałam.-Niech on nas zabije... zakończ to, Dumbledore... śmierć jest niczym w porównaniu z tym... I znowu zobaczę bliskich...
Wtedy ból się zmniejszył, a ja leżąc na boku wciąż czułam go w sobie.
Wszedł do mojego umysłu. Pokazywał mi wspomnienia zniekształcając je.
-Taka słaba, taka... delikatna.-mówił.
-Nel...-usłyszałam cichy głos dyrektora klękającego za barierą.-Rzecz nie jest w tym jaka jesteś, lecz jaka nie jesteś.
Zobaczyłam moich przyjaciół wbiegających do pomieszczenia i zaczęłam walczyć. Wypychałam go z moich wspomnień. Zaczęłam do niego mówić, już swoim głosem:
-To ty jesteś słaby... I nigdy się nie dowiesz co to miłość... albo przyjaźń. I wiesz, wiesz, że nawet mi ciebie szkoda.
Wygoniłam go ze swojego umysły na dobre, jednak przez towarzyszący temu ból powoli zamykałam oczy.
-Jesteś głupia, Nel Potter. I mówię ci, że stracisz wszystko.-powiedział stojąc nade mną i zniknął. Zamknęłam oczy.
Notka od autorki:
Przepraszam, że rozdział wstawiam dopiero dzisiaj, ale byłam na między narodowym turnieju tanecznym i dopiero wróciłam. Mama nadzieję, że wam się spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz