środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 17 cz.2

        Powoli otworzyłam oczy, jednak szybko je zamknęłam gdyż oślepiło mnie wpadające do pomieszczenia słońce. Chwilę później spróbowałam ponownie. Otworzyłam najpierw jedno potem drugie. Znowu byłam w skrzydle szpitalnym.
  -Chyba mogę tu zamieszkać.-powiedziałam szeptem.
  -Tu się zgodzę.
          Spojrzałam w prawo. Przy moim łóżku stał nie kto inny jak Draco. Podniosłam się na łokciach w momencie kiedy on podszedł bliżej.
  -Jak się czujesz?-spytał.
  -Dobrze.-odpowiedziałam.
  -Nel, słuchaj.-usiadł na łóżku.-Nie wiedziałem co robię, Pansy dała mi do picia jakiś dziwny parujący napój, a potem wszystko pamiętam jak przez mgłę, a wtedy w...
          Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Po chwili chłopak odwzajemnił pocałunek. Najpierw lekko i niepewnie, a potem zachłannie, jakby o niczym innym nie marzył. Odsunęliśmy się od siebie dopiero kiedy zabrakło nam powietrza.
  -Tęskniłem za tobą.-powiedział patrząc mi się w oczy i zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
  -Ja za tobą też.-powiedziałam uśmiechając się.
  -Dlaczego nie odpisywałaś na moje listy?
  -Harry. Palił wszystkie. Od ciebie dla mnie i na odwrót. On się tylko o mnie martwił.
  -Kocham cię.-powiedział i znów mnie pocałował.
          Wtedy ze strony drzwi rozległy się brawa. Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę. Stali tam wszyscy nasi przyjaciele zaczynając od mojego brata, po Blaise'a i Amandę, a kończąc na bliźniakach.
  -Widzisz jakiego my mamy pecha Blaise?-powiedziała Amy przytulając się do swojego chłopaka.-Znowu jesteśmy drudzy na liście.
          Zaśmialiśmy się, ale blondyn spoważniał kiedy podszedł do niego Harry. Wstał i stali tak na przeciwko siebie. Zaczął mój brat:
  -Toleruje to, że chodzisz z moją siostrą, ale jeżeli ją skrzywdzisz to zrzucę cię z wieży astronomicznej. A na razie...-wyciągnął do ślizgona rękę.-Zgoda?
  -Zgoda.-odpowiedział smok podając rękę wybrańcowi.
          Wstałam chwiejnie i uściskałam brata.
  -Widzicie.-powiedziałam do wszystkich opierając się o jego ramię.-Mówiłam, że uda mi się ich pogodzić.
* * *
           Spałam pięć dni, pani Pomfrey wypuściła mnie dwa dni później , jednak zwalniając z lekcji, więc na zajęciach pojawiłam się dopiero dwa dni przed przyjazdem innych szkół . 
          W przerwie między lekcjami postanowiliśmy wyjść na dwór. Siedzieliśmy tak pół godziny. Podczas ćwiczenia zaklęć Harry zbił sobie szkiełko okularów, więc Draco z chęcią popisania się postanowił je naprawić. Nie zdążył nawet wypowiedzieć zaklęcia, bo wokół rozbłysło jasne światło.
  -O nie! Co to, to nie chłopcze!-krzyknął Moody, trzymając różdżkę, której koniec był wycelowany w białą fretkę stojącą dokładnie w tym miejscu, w którym przed chwilą stał Draco.
          Fretka zapiszczała na widok Moody'ego i pobiegła w moją stronę.
  -Ani mi się waż!-krzyknął nauczyciel machając różdżką.
          Zwierzątko poleciało do góry na sześć stóp, ale złapałam je zanim uderzyło o ziemię. Draco ukrył się w kieszeni mojej szaty, a ja zaczęłam wydzierać się na nauczyciela.
  -Co pan robi!? Oszalał pan do reszty!?
  -Nikt nie będzie atakował Pottera.
  -On nie chciał go zaatakować, tylko naprawić okulary!
  -To prawda.-powiedział Harry. Niech pan spojrzy.-pokazał mu pęknięte szkiełko okularów.
  -Wyjmij chłopaka.-profesor zwrócił się do mnie.
          Wyjęłam Malfoy'a z kieszeni i położyłam go na ziemi mówiąc, że zaraz będzie po wszystkim. Moody wycelował we fretkę patyk. Miałam nadzieję, że go odczaruje, ale ten znów posłał go w powietrze. Na szczęście zjawiła się profesor McGonagall.
  -Profesorze Moody czy to uczeń!?-krzyknęła.
  -Zgadza się.
  -W tej szkole nie stosujemy transmutacji jako kary, dajemy tylko szlabany.
  -Ale Draco chciał tylko naprawić Harry'emu okulary, pani profesor.-wyjaśniłam.
          McGonagall wycelowała różdżką we fretkę. Coś trzasnęło i ponownie pojawił się Draco, rozciągnięty jak długi na podłodze. Jego lśniące, prawie białe włosy rozsypały się wokół jego mocno już zaróżowionej twarzy. Wstał mrugając i przecierając oczy. Podbiegłam do niego pytają czy nic mu się nie stało w trakcie gdy wicedyrektorka wrzeszczała na Moody'ego. W oczach chłopaka szkliły się łzy bólu i poniżenia.
  -panowie.-zaczęła McGonagall.-Pójdziecie ze mną. Wszystko sobie wyjaśnimy.
* * *
          Siedzieliśmy na kolacji, na której mieli zjawić się przedstawiciele innych szkół.
  -Gdyby uwierzyła Moody'emu pewnie wylądowałbym z Pansy w kuchni.-mówił Draco.
  -A właśnie. Nie powiedzieliście mi jaką karę dostała Pansy, za to co mi zrobiła. Wspomnieliście tylko, że jakąś dostała.
  -Musi przez cały rok pomagać skrzatom w kuchni oraz sprzątać szkołę bez pomocy magii. Śpi ze skrzatami domowymi i jest pod ciągłym nadzorem nauczycieli.        
          Prawie wyplułam sok pomarańczowy,
  -Żartujesz?
  -Mówię całkiem poważnie. Wolała, żeby wywalili ją ze szkoły, ale jej ojciec wybrał dla niej gorszą karę.
          Nic nie odpowiedziałam bo Seamus krzyknął:
  -Już są!
          Chwilę później drzwi Wielkiej Sali otworzyła się i do środka weszły dziewczyny ubrane w niebieskie, jedwabne płaszcze i olbrzymia kobieta.
  -Powitajmy urocze uczennice z Akademii Beauxbatons i ich dyrektorkę Madame Maxime. 
          Dziewczęta szły przez salę wyczarowując motylki i tego typu bzdety. Połowa sali (oczywiście rodzaju męskiego) oglądał się za nimi. "Puste lale"-pomyślałam. Uczennice dosiadły się oczywiście do stołu krukonów.
  -Jak i również naszych przyjaciół z północy.-kontynuował Dumbledore.-Uczniów ze szkoły Durmstrang i ich dyrektora, Igora Karkarowa.
          W tym momencie do pomieszczenia wkroczyli chłopcy ubrani na czerwono, a za nimi mężczyzna postury Dumbledore'a z kozią bródką. W pewnym momencie wśród nich dostrzegłam wysokiego bruneta.
  -Niemożliwe.
  -Co?
          Nie odpowiedziałam tylko w momencie gdy uczniowie szukali miejsc krzyknęłam do jednego z nich:
  -Theo!
          Odwrócił się i wytrzeszczył oczy.
  -Nel?-zapytał.
          Okrążyłam stół, podeszłam do niego i go przytuliłam. Odwzajemnił uścisk. Nieważne, że byłam od niego o jakieś 20 centymetrów niższa.
   -Chodźcie do naszego stołu.-powiedziałam ruszając w jego stronę.
  -Ej chłopaki.-rzucił Theo do swoich kolegów wskazując głową, aby szli za mną.
          Zajęłam miejsce obok Dracona, a przybysze usiedli na przeciwko nas.
  -Draco to jest Theo Adams, mój przyjaciel z dzieciństwa. Theo to jest Draco Malfoy, mój chłopak.
  -Miło cię poznać. To są moi kumple.-zaczął nam przedstawiać wszystkich po kolei. Okazało się, że Wiktor Krum, idol Rona, także uczęszcza do Durmstrangu.
  -Nie widzieliśmy się tak dawno. Nawet nie wiedziałam, że dostałeś się do Durmstrangu, Przecież twoi rodzice to mugole.
  -No widzisz, a ja nie spodziewałem się ciebie w Slytherinie. Słyszałem o tych waszych domach i szczerze mówiąc prędzej obstawiałbym Gryffindor. Czy nie tam właśnie trafił Harry?
  -Właśnie tam, a ja już nie jestem tą samą dziewczynką co siedem lat temu.
          Dumbledore powiedział tylko coś o wrzucaniu kartek z nazwiskami do czary, a my gawędziliśmy w najlepsze przez resztę posiłku, kiedy rozmowa zeszła na inne tory.
  -Wiecie może gdzie w tej szkole można się rozerwać?-spytał Matt-kolega Theo.
  -Tylko czekałem, aż ktoś się o to zapyta.-odezwał się Blaise.-Slytherin od początku roku szykował się imprezę. Szóstoroczni  już załatwili zapas alkoholu.
          Theo spojrzał na mnie wzrokiem w stylu "Nie jesteś na to trochę za młoda?"
  -No co? U nas są najlepsze imprezy. Przebijamy wszystkich. Polecam grę w butelkę po ognistej.-powiedziałam po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
  -Jutro, punkt dwudziesta, lochy Slytherinu. Hasło to Czysta Krew.-skwitował Draco.

       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz